kod kp 3

Publicystyka

Indeks pojęć bałamutnych

Autor: Roman Spandowski

słownikLewica i prawica
Kiedyś ten podział był w pełni i wystarczająco definiowalny, ostatnio pod koniec XIX  we francuskim parlamencie. Zresztą tam po raz pierwszy zaistniał. Posłowie lewicy, czyli zasiadający po lewej stronie sali zgromadzeń (stąd to), reprezentowali wówczas pracowników najemnych, w tym przede wszystkim Marksowską klasę robotniczą, choć ideologia Marksa została już wtedy mocno rozwodniona.

 

 

 

Owo rozwodnienie wtedy i później nazywano rewizjonizmem – a to znaczyło, że partie, które wyrosły z dekalogu pt. Manifest Komunistyczny, porzuciwszy ideę światowej rewolucji socjalnej, rozpoczęły batalię o polepszenie doli robotników tu i teraz, a nie w bliżej nieokreślonej przyszłości. Ortodoksja pierwotnej ideologii nazwała to zgniłym kompromisem, który to kompromis będzie się ciągnął – bądź jako aktualny i już mainstreamowy drogowskaz (nazwany socjaldemokracją), bądź jako dowód zdrady najżywotniejszych ideałów klasy robotniczej – w coraz dalszą przyszłość. Tak się składało, że walka z bezwzględnym wyzyskiem ekonomicznym (a ów wyzysk był niezaprzeczalnym faktem) towarzyszyła podówczas buntowi przeciwko konserwatywnej wizji społeczeństwa i historii. Wystarczy poczytać Balzaka i Dickensa, by się zorientować, jakie były wtedy nastroje po obu stronach barykady. Jednakowoż rewolucyjność programu socjalnego ówczesnej lewicy była coraz bardziej wypierana z tej dychotomii przez rewolucyjność programu światopoglądowego. Być może szeroko pojęta kultura miała większą siłę przebicia z racji ówczesnej dominacji humanistyki. A może obyczajowość tej epoki zaczęła się już przygotowywać do absolutnego przełomu po I wojnie światowej. Jakkolwiek, Bóg i religia w przestrzeni państwowej stały się w wielu krajach coraz bardziej be, a zwłaszcza po niesłychanie restrykcyjnej francuskiej ustawie o rozdziale kościołów od państwa z 1905 r., co z kolei było logiczną konsekwencją kompromitacji ówczesnego nacjonal-katolickiego establishmentu francuskiego po skandalu związanym ze sprawą Dreyfusa (ojczyzno moja, dojrzałaś już też do tego?)

  Po drodze się pojawiła papieska nauka społeczna – dzięki naukom i encyklikom Leona XIII i Piusa XI, a ostatecznie Jana Pawła II – wszystko oparte (wreszcie!!!) na odczytaniu (ze zrozumieniem!) Nowego Testamentu. Dotyczy to również pozakatolickich (ale chrześcijańskich!) moralistów –  jak na rosyjskim wschodzie idealny i sentymentalny rekordzista świata w ubóstwianiu ludu, choć tylko wiejskiego, bo to Rosja – hrabia, a przy okazji wielki pisarz Lew Tołstoj. Moralność moralnością, a polityka polityką. Wszystko i tak poszło swoją pozareligijną drogą. Czym więc tłumaczyć żałosność i nieskuteczność tamtych szlachetnych zabiegów? Chyba tylko tym, że rozwój społeczeństwa wymknął się ostatecznie spod kontroli zinstytucjonalizowanych religii.

   Z racji historycznego pogmatwania znaczeń obu określeń „lewica i prawica” będę ich używać z rzadka i oszczędnie. I za każdym razem precyzując, co mam tu na myśli. A także, ku czemu skłaniają się moje sympatie, których nie oddzielam od racjonalnego oglądu rzeczywistości.

Lewica, socjalizm etc. jako wzorzec ekonomiczno-ustrojowy nie mają już dla nas mocy atrakcyjnej. Wręcz przeciwnie.  Ale lewicowy etos – otwartość, społeczna empatia i życzliwość dla bliźnich (braterstwo!, solidarność!) oraz wszystko, co się z tym wiąże, nie straciło nic dla nas ze swej entuzjastycznej atrakcyjności. Przecież na tym polegała też Solidarność – coś najcenniejszego, co mieliśmy do zaoferowania i sobie, i światu.

  I na koniec – czemu w naszym parlamencie nie ma reprezentantów partii powszechnie uznawanych za lewicowe? Proszę zatem spojrzeć powyżej. Program socjalny lewicy socjalnej realizuje teraz PiS, który się  reklamuje jako partia skrajnie prawicowa. Kompletny chaos informacyjny sprawił, że mamy tu do czynienia również do czynienia z chaosem aksjologicznym. Jednym słowem – z totalnym idiotyzmem.

 Chciałbym się wreszcie znaleźć w rzeczywistości, która mnie nie będzie szokować bezsensem.

Na koniec części wstępnej życzenia czytelnikom i sobie samemu –  do zobaczenia kiedyś w świecie normalnym ludziom wreszcie zrozumiałym. Chyba się to w wreszcie nam uda. Oby.   

                                                                                                                             

1)  Od jakoś już zaistniałej u nas nowej lewicy słyszę ciągle hasła socjalne nośne przed przeszło stuleciem. Jak gdyby procesy, które totalnie przeorały naszą wspólną rzeczywistość w XX w. w ogóle nie miały miejsca. Marks w stanie najczystszym. To jeszcze jeden dowód na to, że czas PRLu był historyczną zamrażarką, a po jego (czyli PRLu) upadku wszystko zostało wznowione, jakby się w międzyczasie nic szczególnego nie wydarzyło. A wydarzyło się nieskończenie wiele. Dotychczasowy, co tu gadać nieludzki kapitalizm (kto nie lubi Engelsa i jego analiz nędzy ówczesnego Manchesteru, niech poprzestanie na Dickensie – wrażenie powinno być podobne), zresztą też się zmieniał. Por. etatyzm II Rzplitej, a i to, że wcześniej skądinąd nam niesympatyczny pruski kanclerz Bismarck dał podstawy państwowej polityki socjalnej, z których i my, i cała zachodnia Europa do tej pory korzystamy – przede wszystkim ubezpieczenia społeczne. Rewolucji przemysłowej w Anglii w II poł XVIII w., kiedy maszyny zaczęły wypierać  dotychczasowych rzemieślniczych producentów, towarzyszył anachroniczny ruch luddystów, niszczących owe maszyny, jak gdyby dało się odwrócić czas. A postępu  technologicznego, tudzież związanych z nim zmian społecznych odwrócić się nie da. Trzeba  je po prostu zaakceptować i ucywilizować. Udało się to naszym przodkom (zarówno pracownikom, jak i politykom), może się uda także nam. Innej drogi nie widzę. W tej chwili chodzi o tzw. umowy śmieciowe, a w rezultacie o również tzw. prekariat. W sposób  oczywisty system ten krzywdzi obecnych młodych ludzi, pozbawiając ich stabilizacji zawodowej oraz w przyszłości godnej emerytury (przypominam – wynalazku Bismarcka – pragnącego odebrać nośność postulatów ówczesnych socjalistów spod znaku Marksa). Tyle że teraz warunki ekonomiczne znów się radykalnie zmieniły i się nadal zmieniają. Czy się uda przywrócić równowagę między kapitałem a pracownikami – co zresztą jako tako działało stosunkowo krótko? Czy czeka nas znowu społeczny i brutalny chaos?

2) Od pięciu lat słyszę od różnych niegdyś znajomych, żem lewak. I tak się już jakoś złożyło, że owi znajomi już przedtem wydali się mi intelektualnie niewiarygodni. Bo co to znaczy lewak? W swoim długim życiu pamiętam owo słowo – kiedy się pojawiło na przełomie lat 60. i 70. XX w. – jako znaczące superradykalnego lewicowca kwestionującego cały porządek demokratyczny. Taki bolszewizm w miękkim zachodnim wymiarze – bo wtedy to nic tym młodocianom nie groziło. Ale dla mnie to była egzotyka.

 Zachodnioeuropejskim lewicowcom rosyjska bolszewia, tak jak przedtem ich ojcom Rosja jako taka – taka wielka, że budziła powszechnie tam seksualną wręcz gotowość się jej podporządkowania – była obiektem niezdrowej fascynacji. No cóż, wyrafinowana cywilizacja ma to do siebie, że lubi się czasem zborsuczyć z chamem. Gorzej, kiedy to zaczyna być normą.

Nie jestem ekonomicznym lewicowcom. Lewicowe poglądy na temat gospodarki oglądam ze wszystkich stron i na ogół nie widzę tam nic pociągającego intelektualnie. Same frazesy. Może i szlachetne, ale naiwne i głupie do bólu. Choć wiem, że przynajmniej jakąś ich część należy przyjąć, żeby społeczeństwo nie stało się zbyt spolaryzowane pod względem stopy życiowej. Ale wiem też, że im więcej lewicowości w ekonomii, tym więcej państwa jako redystrybutora, a tym samym więcej biurokracji. Która zwykła rozrastać się jak nowotwór. Pozostanie problemem, czy Wielki Kryzys w latach 30. został przezwyciężony lewicowo-etatystycznym koncepcjami Keynesa, czy wygasł sam z siebie. Oby się nam nie przydarzyło weryfikować tego ponownie w praktyce.

Tradycyjnie lewicową politykę społecznego rozdawnictwa praktykują od dość dawna partie we własnym rozumieniu prawicowe. Potocznie się to nazywa populizmem. Robił to w skrajnym wydaniu Mussolini i Hitler, a teraz robi PiS. Tyle że tamci antybohaterowie byli nastawieni na wojnę z całym światem (a mieli ku temu potencjał), która miała im przynieść nieskończone skarby. PiS też zdaje się iść na wojnę. Jednak wśród mnóstwa tamtejszych kretynów i kretynek nie widzę gotowych do boju. Bo i z czym? Z całkowicie zardzewiałą stępką statku na pochylni bankrutującej stoczni w Szczecinie? Z helikopterami, których zakupu odmówiliśmy Francuzom – a innych nie dostaliśmy? Z samolotami ponoć już zakupionymi od Trumpa, ale za ciężkie pieniądze i w bliżej nieokreślonej przyszłości? Wolne żarty. PiS się sroży i stroszy piórka. Tylko kto się przestraszy? I znów się powtarza syndrom z czasów, które – wydawało się – dawno przeminęły, ale nauczka została. Otóż nie została. Na zakończenie tego historycznego wstępu dwa cytaty z wielkich polskich poetów, których nawet minister Gliński jeszcze nie odesłał na przedwczesną emeryturę: „Pawiem narodów byłaś i papugą” (to o przedrozbiorowej Rzplitej u Słowackiego – wieszcza!) oraz „…że i przed szkodą i po szkodzie Polak głupi”  (to Kochanowski).

Prawica teraz obwarowała się na pozycjach historyczno-obyczajowych jak u Krasińskiego (też wieszcza!) w Okopach Św. Trójcy. Podobnie jak tam anachronicznych i nie do obronienia. Można pomyśleć, że to polska specjalność – efektownie przegrywać. Ale od efektowności stanowczo wolę efektywność. Od Oświecenia (nie do końca przez Polaków przejętego) wiemy, że to społeczeństwo obywatelskie, a nie tzw. naród jest zbiorowym podmiotem historii. A społeczeństwo składa się z jednostek, czyli po prostu ludzi, a to właśnie pojedynczy ludź, czyli człowiek, jest miarą wszystkiego. To podstawowa zasada renesansowego humanizmu – szerzej: wszystko, czego się podejmujemy, powinno mieć na celu dobro drugiego człowieka. Wywodzi się ta zasada z greckiego antyku, choć tam miała różne konotacje, ale europejskie Odrodzenie przyjęło ją właśnie w tej formie. Wojtyła w duchu humanistycznego personalizmu Maritaine’a  twierdził wręcz, że osoba jest podstawowym punktem odniesienia wszelkiej etyki. Jak wobec tego wygląda głoszona przez obecną władzę – wszak super chrześcijańską – oraz polski kościół katolicki ideologia (zwana też religią lub etyką chrześcijańską) w gruncie rzeczy całkowicie plemienno-pogańska i oparta na kolektywizmie i odpowiedzialności zbiorowej? Owszem, tak było w Starym Testamencie, ale to chyba inna epoka i inna społeczność. W Nowym Testamencie jest jednak wszystko inaczej (pomijając kilka fragmentów). Tam jest: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Inne szczegóły zostawiam sobie na inną okazję. Ale KOCHAJ!, a nie wyklinaj, wyszydzaj, wyśmiewaj, oplugawiaj, wykluczaj, bij czy zabijaj! Obojętnie, czy to będzie ktoś ci tylko osobiście nieznajomy, rudowłosy, okularnik, zezowaty, biedny, innej religii lub zgoła niereligijny, mniej albo bardziej kolorowy, leworęczny czy wreszcie człowiek LGBT. Pomyśl, chrześcijaninie, takimi ich stworzył Pan Bóg, skoro w niego wierzysz.

Skończyłem najwyższymi rejestrami. Tak mi wyszło. Następny tekst będzie bardziej beznamiętny. Przynajmniej taki teraz mam zamiar.    

Roman Spandowski

Kontakt

Siedziba biura regionalnego:
ul. Mickiewicza 48/4
87-100 Toruń

Tel. +48 729 055 216

Telefony:

od 12.00 – 18.00
+48 729 055 216 (Toruń, Inowrocław, Grudziądz).
+48 798 714 589 (Włocławek)
+48 570 655 757 (Bydgoszcz)
e-mail: zarzad@kodkp.info
Redakcja: media@kodkp.info