kod kp 3

Publicystyka

Zaduma nad słowem „rodzina”

Autor: Roman Spandowski

moja rodzina figurkiKiedy słyszę z ust państwowych ideologów słowo „rodzina”, nóż mi się w kieszeni otwiera. Bo to oznacza, że jako państwo zabrnęliśmy już w taki zaułek, że trudno się będzie z niego potem wydostać na wolność. Społeczeństwo „rodzinne” wszak to nie to samo co społeczeństwo obywatelskie.

 

 

Jako przykład polecam np. Sycylię i w ogóle południowe Włochy czy Korsykę – tam rodzinne mafie, cose nostre, ndranghetty czy camorry z braku skutecznej władzy cywilnej wprowadziły swój ogólnospołeczny, a w swoim rozumieniu rodzinny porządek. Nowożytne demokratyczne włoskie państwo ma z tym nieustanny problem. Owszem, zadawniony, ale próbuje z nim walczyć. Skuteczność takiej walki – nie tylko ze Włoszech – zależy od stopnia modernizacji społeczeństwa. Gorąco kibicuję południowym Włochom i Korsykanom, żeby dołączyli do nowożytnej Europy i porzucili historyczne i anachroniczne  mity, którymi kiedyś chciano ocalić za wszelką cenę tradycyjną Sycylię i całe włoskie Mezzogiorno od nowoczesności i wszystkich z nią związanych miazmatów. W tym również za pozorne ustępstwa i akceptacje wobec agresywnej, ale i nieuniknionej – według nich – współczesności.  Oto cytat ze słynnej powieści Giovanniego di Lampedusa pt. „Lampart”: „Musi się zmienić wszystko, żeby się nic nie zmieniło”.

Za mojego długiego życia Włochy zmieniły się bardziej niż za życia autora „ Lamparta”. Jeden z najbardziej klerykalnych krajów Europy zalegalizował w latach sześćdziesiątych XX w. rozwody – pomimo histerycznych  protestów episkopatu. Ale po latach legalizacja aborcji nie wywołała już takiego odzewu ani potem związków partnerskich, w tym też homoseksualnych.  Społeczeństwo było już zupełnie inne, choć zapewne nadal w niemowlęctwie chrzczone i poddane później katechetycznej presji, mało już skutecznej. 

Do hasła „rodzina”, tudzież „dzietność” odwoływały się w XX wieku różne autorytaryzmy o rozmaitej denominacji. Faszyzmy – włoski czy niemiecki – chciały po prostu, żeby kobiety rodziły jak najwięcej dzieci. Legalność ich poczęcia nie miała już istotnego znaczenia. Ale w oczywisty sposób sprowadzano funkcję życiową kobiet do macierzyństwa, ewentualnie gospodarstwa domowego. W tradycyjnym niemieckim mieszczańskim haśle „Kinder, Kueche, Kirche” – w III Rzeszy Kościoła zabrakło, ale we Włoszech po układach laterańskich Mussoliniego ów układ klerykalny powrócił w pełnej glorii. I przetrwał faszyzm.

Ostatni i wyjątkowo niesławny okres nowożytnej historii Francji, która poniosła klęskę w wojnie z hitlerowskimi Niemcami, czyli tzw. „Państwo francuskie”, czyli państwo Vichy –  rozpaczliwie anachroniczny koncept –  odrzuciła dotychczasową republikańską tradycję wraz z jej symbolami, czyli Marsylianką i rewolucyjnym trójhasłem: „Wolność, równość, braterstwo”. W zamian przyjęła: „Ojczyzna, rodzina, praca”. Muszę coś dodać więcej?

W krajach faszyzmopodobnych po II wojnie światowej – w Hiszpanii Franco i Portugalii Salazara – autorytatywno-klerykalny model ustrojowy rodzinno-uwielbienny – po upadku tych reżimów – padł natychmiast jak długi. Czy jakikolwiek nasz duchowny katolicki się zastanowił, skąd się wzięła tam w tak piorunującym tempie dokonana po tymże upadku laicyzacja społeczeństwa i prawa? A wcześniej, po faszystowskim przewrocie, czemu dotychczasowa elita intelektualna tych krajów w większości wyemigrowała, jeśli nie została wcześniej przez faszystów wymordowana (np. Federico Garcia Lorca)? I dlaczego tak oba te kraje się wstydzą tych parudziesięciu lat swojej historii? 

I coś osobistego. Moja mama była modystką i wytworzone przez siebie damskie kapelusze sprzedawała we własnym sklepie. A przy okazji rozmawiała z klientkami, które traktowały ją jak konfesjonał, a może nawet bardziej. Razu pewnego pewna pani opowiadała jej o swoim nieszczególnym małżeństwie, na to moja mama: „A nie myślała pani o rozwodzie?” I odpowiedź: „O rozwodzie nie, ale o morderstwie”. Znaczyło to podówczas, że zbrodnia wydawała się bardziej realna niż banalny teraz rozwód. Nie doszło wtedy do zabójstwa, tym bardziej do rozwodu, ale wniosek taki, że musiała przetrwać gehenna z zaślubionym raz na zawsze draniem. W trochę łagodniejszym wypadku – trwanie w związku bez więzów.

Ja – jako świadomy i zdeklarowany Europejczyk – wstydzę się naszych polskich anachronizmów. Europejska kultura to nie jest coś, co zostało zadekretowane raz na zawsze, kiedyśmy przez chrzest Mieszka do tejże Europy przystępowali. Europa się też bardzo zmieniała, a myśmy nie zawsze mogli albo raczej nie chcieli za nią nadążyć. Nasza wina. A teraz cierpię, że mój kraj – dzięki władzy „dobrej” zmiany –  wybrał z premedytacją rolę hamulcowego w rozwoju mojej Europy.

Pożegnaliśmy – z obecnej perspektywy z ulgą –  kolonializm, podobnie jak przedtem niewolnictwo, takoż wszystkie inne niegodziwości historyczne europejskiej kultury: upośledzenie mniejszości religijnych, etnicznych, społeczno-ekonomicznych oraz kobiet, a teraz – to ciągle jeszcze wishfulthinking – seksualnych. Odmieniana przez wszystkie możliwe przypadki w propagandzie PiSu „rodzina” –  rozumiana w duchu epoki, która już się skończyła –  nie jest walorem etycznym w XXI wieku. Jest zabytkiem, którego nie wolno chronić za każdą cenę, bo to nie wytwór rąk ludzkich, który warto odnawiać lub rekonstruować z użyciem nowych surowców, tylko element ciągle się zmieniającej ludzkiej mentalności. A my – ludzie – się zmieniamy, podczas gdy zabytki materialne mają pozostawać w dawnym kształcie. Czy nie lepiej spojrzeć na rodzinę nowym okiem? Tak jak kiedyś inaczej spojrzeliśmy na obecność kobiet w nauce i polityce, tudzież w innych dziedzinach życia społecznego. Gdzie byśmy teraz byli, chcąc zapędzić kobiety do fraucymeru, pokoju dziecięcego, kuchni i chóru niewiast moherowych? Kultywacja anachronizmu zawsze oznacza upośledzenie „innych”, a ci się wciąż pojawiają skądinąd lub objawiają po wyjściu z szafy. Co wcale nie oznacza, że to tylko mniejszości. Bo kto te mniejszości kiedykolwiek policzył? Już teraz wiemy, że kobiet jest w populacji więcej niż niegdysiejszych panów stworzenia – mężczyzn.

Rodzina? Tak. Ale otwarta na wymogi nowej epoki.                

Kontakt

Siedziba biura regionalnego:
ul. Mickiewicza 48/4
87-100 Toruń

Tel. +48 729 055 216
Dyżur Zarządu w  czwartki od 17.00 do 19.00

Telefony:

od 12.00 – 18.00
+48 729 055 216 (Toruń, Inowrocław, Grudziądz).
+48 798 714 589 (Włocławek)
+48 570 655 757 (Bydgoszcz)
e-mail: zarzad@kodkp.info
Redakcja: media@kodkp.info