Publicystyka

Refleksje na temat obchodów

Roman Spandowski

Oto parę refleksji na temat obchodów Święta Niepodległości. Podzielę je na dwie części – aktualną i osobisto-ogólniejszą.

Co do aktualnej - wszyscyśmy obejrzeli relacje z Warszawy, usłyszeliśmy i przeczytali komentarze.

A więc wszystko już wiadomo. Odbyła się tam na chybcika  i w atmosferze totalnego chaosu  impreza, mająca świadczyć o moralno-politycznej (kto pamięta epokę Gierka, pamięta też ten frazeologizm) jedności narodu polskiego – pomimo powszechnie widocznego w nim rozłamu. Zapowiedzi były szumne – ogólnonarodowa i ponad podziałami uroczystość plus udział licznych delegacji zagranicznych. Wyszło, jak wyszło. Co chwila zmieniające się decyzje prezydenta, potem sekretne (bo cholernie wstydliwe) rokowania z nacjonalistami (czytaj: neofaszystami), by zrezygnowali ze swej antyeuropejskiej agresywności – a później – a jakżeby inaczej – ogłoszona wszem i wobec triumfalna chwalba z masowej patriotycznej manifestacji. Choć zero gości zza granicy. Niestety, pomimo tysięcy flag narodowych (fakt – serce rośnie) nie dało się nie zauważyć (ani usłyszeć) emblematów i wrzasków faszystów – własnego i importowanego chowu. Według polskiego przysłowia – łyżka dziegciu zepsuje smak beczki miodu. I niestety zepsuła. Dlatego warszawska manifestacja nie wzbudziła mojego entuzjazmu i potwierdziła wszystkie pretensje wobec władzy PiSu. A w szczegółach:

1) Czemu nie zaproszono opozycji do wspólnych (bo wszak ogólnonarodowych) obchodów?

2) Czemu nie było nikogo z zagranicy (a według zapowiedzi powinni być dość obficie)?

3) Czemu tak podle potraktowano Tuska, jedynego przedstawiciela UE?

4)  Czemu nikt z rządzących nie pojechał do Paryża, gdzie odbyło się spotkanie wielkich Europy i świata?
(Trudno za takiego uznać MSZ "eksperyment". Dopisek RM)
Odpowiedzią na międzynarodową część pytań jest chyba wypowiedź (spontaniczna czy wyrachowana?) prezesa z Nowogrodzkiej – Polska dała policzek Europie. Trudno o trafniejszą ekspresję niechęci (oględnie mówiąc) do UE. Zdaje się, że jedyną racją ich trzymania się Europy są wciąż napływające stamtąd pieniądze i ewentualne koszty polexitu (patrz – brexit). Na europejskie imponderabilia miejsca tu nie ma.

Nacjonalistyczni neofaszyści są częścią naszego spektrum politycznego nie od dziś, ale dopiero pod rządami PiSu przykleili się do oficjalnej ideologii i polityki władzy – a zatem zostali dopuszczeni na salony. Haniebne ekscesy podczas obchodów 11 listopada miały miejsce od trzech lat, nawet znacznie brutalniejsze, ale władza „dobrej zmiany” ich nie zauważała, bądź lekceważyła, bądź nawet wychwalała. W tym roku stało się inaczej. Coś, co przedtem było dla PiSu jedną z form ekspresji patriotyzmu, stało się wreszcie przestępstwem – choć od dawna były na to stosowne paragrafy. Czy teraz będzie konsekwentnie ścigane, to już inna sprawa. Ta zmiana w optyce PiSu jest dla mnie jednak wymuszonym ustępstwem tej władzy wobec demokratycznej opozycji. W tym KODu. Ola Solecka będzie mogła to dopisać całkiem już obszernej listy zasług naszego Komitetu.

A teraz refleksje osobisto-ogólne. Nie jestem istotą stadną (co nie znaczy – aspołeczną). Jestem z natury osobny. Angażuję się w ruchy społeczne i masowe demonstracje tylko w ramach sprzeciwu wobec gwałcenia wartości dla mnie i dla demokracji najpodstawowszych. Natomiast nie lubię masowych marszy ku czci. To, co się dzieje w święta państwowe teraz w Polsce, to dla mnie synteza pochodów 1-majowych z procesjami Bożego Ciała. Demonstracje 1-majowe zrodziły się dawno temu z buntu przeciwko kapitalistycznemu wyzyskowi, ale w PRL stały się państwowym rytuałem, oczywiście ku czci. Takim samym rytuałem – co prawda  czymś innym motywowanym (ale to drobiazg) – są procesje. Kocham Polskę (bynajmniej nie jako świętość, bo i ja – a z takich jak ja się ona wszak składa –  święty nie jestem), polskość, ale to uczucie jest dla mnie tak intymne, że brzydzę się jakąkolwiek jego ekshibicją. Ja się chcę cieszyć w święta państwowe, że należę do polskiej wspólnoty, w sposób, który sam wybiorę. Niech to i będzie i w tłumie, ale raczej jak we Francji 14 lipca, a nie jak podczas hitlerowskich parteitagów.

Święta państwowe w krajach dawno już utrwalonej demokracji są dla społeczeństw okazją do wyrażenia swojej radości, być może z samą datą nie mającą już wiele wspólnego. Po prostu – społeczna tradycja. Minimum ideologii. Historii też – czy Francuzi wiedzą, że 14 lipca 1789 r. rewolucjoniści zdobyli prawie pustą Bastylię? Czy we wciąż istniejących monarchiach, gdzie święto to urodziny monarchy, wspomina się (i czci) takie czy inne przeżycia tegoż monarchy? Tam jest to święto państwa i narodu, co u nas po stu latach niepodległości ciągle nie jest tym samym. Poza tym tam pojęcie „obywatel” jest oczywiste samo przez się, co oznacza, że równie oczywiste jest pojęcie „społeczeństwo obywatelskie”. Kiedy do tego dorośniemy?

Chcę być nadal zachodnio Europejczykiem. Mimo wszystko moi rodacy w przeszłości odległej i nieodległej wnieśli spory wkład do kultury tego kręgu, który uważam za swoje kulturowe siedlisko. Nie chcę być antyzachodnim sarmatą. Nasza tragiczna historia ostatnich stuleci pokazała dowodnie, że to ślepy tor.

Polsko, ojczyzno moja, zasługujesz na radość, że wśród milionów innych do Ciebie chcę przynależeć. Przecież Ciebie też współtworzę, jak mogę – najlepiej. I – sądzę – nie będziesz miała za złe, że ową radość będę okazywał niekoniecznie oficjalnie i uroczyście, bo – gorąco wierzę – nie jesteś nadętą panią Dulską.

Roman Spandowski

Kontakt

Siedziba biura regionalnego:
ul. Mickiewicza 48/4
87-100 Toruń

Tel. +48 729 055 216
Dyżur Zarządu w  czwartki od 17.00 do 19.00

Telefony:

od 12.00 – 18.00
+48 729 055 216 (Toruń, Inowrocław, Grudziądz).
+48 798 714 589 (Włocławek)
+48 570 655 757 (Bydgoszcz)
e-mail: zarzad@kodkp.info
Redakcja: media@kodkp.info