Publicystyka

Faszyzm i komunizm

Roman Spandowski 17.06.2018

Przystępuję do tego tekstu po kilku podejściach. Za każdym razem pasowałem – z rozpaczy, że nie potrafię się znaleźć między dwoma wrogimi stronami podstawowego wciąż jeszcze  historycznego konfliktu ideowego. Ale podczas ostatniej bytności na manifestacji w Warszawie dowiedziałem się, że ulica na Powiślu, którą wielekroć na parking zajeżdżaliśmy, nie nazywa się już Kruczkowskiego, tylko inaczej. I wtedy mnie szlag trafił.

 

Obowiązuje ustawa o usunięciu z przestrzeni publicznej wszelkich symboli związanych z ustrojami totalitarnymi – w naszym przypadku z nazizmem i komunizmem. Subtelność definicji tychże jest identyczna z mechaniką cepa. Zresztą nie obrażajmy cepa. Swoją rolę w historii on już odegrał. A  niniejszy zawstydzający okres w naszych dziejach lepiej trzeba będzie czym prędzej zapomnieć, bo jest w swej ideologii o wiele prymitywniejszy niż cep.

Zestawianie  obu ideologii jest tylko wtedy trafne, jeśli  dotyczy politycznej realizacji idei komunizmu. Przedtem nie. O czym potem z zastrzeżeniami. Natomiast faszyzm (czy jakkolwiek jego wersję zwać) i przed dojściem do władzy i ją dzierżąc, był zawsze tym samym. Czyli najobrzydliwszą wersją XIX-wiecznej emanacji nacjonalizmu. Jako ojca tegoż ideowego nacjonalizmu uważa się niemieckiego poetę Herdera, urodzonego w Prusach Wschodnich (bo w Morągu), skądinąd przyjaciela swoich polskich mazurskich współrodaków. Zresztą – Wiosna Ludów w 1848 r. była ostatnim ogólnoeuropejskim ruchem rewolucyjnym w duchu oświeceniowego internacjonalnego solidaryzmu. Wkrótce potem się okazało, że interesy nawet niemieckiego ludu na wschodzie są zasadniczo sprzeczne z interesami tamtejszych Polaków. A już niedługo później takie same problemy podzieliły na naszych kresach Polaków z Litwinami, Białorusinami i Ukraińcami. Trudno więc ocenić jednoznacznie XIX-wieczny nacjonalizm. Bo z jednej strony doprowadził on do wykrystalizowania się i do wybicia się na niepodległość nowych narodów środkowo- i wschodnioeuropejskich, a z drugiej – otworzył puszkę Pandory ze wszystkimi okrucieństwami XX-wiecznej Europy. Nacjonalizm głosił w założeniu hierarchizację narodów, także, a nawet przede wszystkim zamieszkujących jedno terytorium, przy czym zawsze najniższą pozycję zajmowali w tym rankingu Żydzi.  Zwłaszcza tam, gdzie stanowili znaczny procent populacji.

Przedwojenny antysemityzm mogę zrozumieć (co nie znaczy, że moralnie aprobować). Jest zresztą jakaś prawidłowość socjologiczna, wg której mniejszości od jakiegoś procenta muszą doprowadzić do perturbacji w obrębie społeczeństwa. Co również nie ma nic wspólnego z etyką.  Ale po wojnie byliśmy po holokauście, rozlicznych przesiedleniach ludności oraz zapanowaniu we wschodniej Europie zinstytucjonalizowanej lewicy. Pierwszy to w Europie po zwycięstwie rewolucji bolszewickiej w Rosji taki eksperyment społeczno-polityczny. Podobnie jak w Rosji w 1917 r. do władzy doszli ludzie (bardzo często importowani ze wschodu)  najbardziej kontestujący dotychczasowy porządek społeczny, a i hierarchię narodowościową, choć już znacznie mniej ideowi, bo stalinowska wersja komunizmu nauczyła ich, nawet dość boleśnie, pragmatycznego oportunizmu. Procent Żydów (będę tego terminu używał, choć wiem, że jest zupełnie nieprecyzyjny) był jednak tam nadal ponadprzeciętny. Skąd taki udział Żydów w polityce po stronie radykalnej lewicy?

Byłem u schyłku lat osiemdziesiątych XX wieku w Rosji sowieckiej. Była to era Gorbaczowa i jego głasnosti, co spowodowało, że tamtejszym ludziom otworzyły się usta, do tej pory szczelnie zasznurowane,  i zaczęli mówić. Jak to się w takich okolicznościach na ogół zdarza, najczęściej głupstwa. Od nich się wtedy dowiedziałem, że całego okrucieństwa sowieckiego są winni nie Rosjanie, ale Łotysze, Gruzini, Polacy (a mówił mi to urodzony i wychowany tam pół-Polak) i naturalnie Żydzi. Jak w starym dowcipie o cyklistach zapytałem, czemu Polacy. Odpowiedź była oczywista – przecież twórcą Czeki był Dzierżyński, ewidentny Polak, a udział Polaków w jego drużynie był znaczny. Jednym z  najwybitniejszych czekistów, Polak Ferens, był nawet zięciem Stalina. To oczywiście już w stanie stabilizacji i konformizacji systemu. Ale zanim to nastąpiło, do głoszącego rewolucję społeczną ustroju garnęły się wszelkie mniejszości wielonarodowego imperium z nadzieją, że tylko w zrealizowanej wizji nowego systemu znajdą godne dla siebie miejsce. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że marksowsko-leninowska idea tak przyciągała chcących się asymilować Żydów? Gdyby tradycyjna Europa (a i Polska) zechciała im wyjść naprzeciw… A nawet gdybyśmy zechcieli ich przyjąć takimi, jakimi byli w swojej tradycji, czyli jako starszych braci w wierze (słowa Jana Pawła II)…

Lewica, w tym komunizm, byli ostatnią utopią europejskiego humanizmu – że można zbudować sprawiedliwe w każdym calu społeczeństwo, gdzie wszyscy są równi i nie ma Greka ani Żyda (słowa św. Pawła). Nie wyszło. Ale nie odsądzajmy lewicowców, także skrajnych od czci i wiary. Duża ich część z naszego kraju zapłaciła za to złudzenie cenę życia podczas stalinowskich czystek. A nawet ci, którzy przetrwali i wzięli udział w budowie i funkcjonowaniu PRLu, też nie dadzą się wrzucić do jednego worka. Wspomniany na wstępie Kruczkowski był bardzo wybitnym dramaturgiem, niegdyś często grywanym. Teraz już nie. Ale Słowackiego i Krasińskiego (bądź co bądź wieszczów) też się już nie grywa. Co nie oznacza, że tak będzie zawsze. Kruczkowskiego „Niemcy” fatalizują negatywnie tytułowy naród w duchu tuż powojennym, ale i endeckim oraz PiSowskim. To się PiSowi nie podoba? Chyba po prostu sztuki nie znają, bo w ogóle bardzo mało znają. Ale „Pierwszy dzień wolności” to świetny dramat egzystencjalny o relacji między człowiekiem a wolnością. A poza tym artystów powinno się sądzić za ich wkład do kultury narodowej, a nie za afiliacje z polityką, z którą się – na ogół naiwnie – związali. Czy w Toruniu mamy się pożegnać z ulicą Broniewskiego? To poeta nie z mojej bajki, ale znakomity. Natomiast pozostanie ulica Gagarina, który nigdy w Toruniu nie był, a jego nazewnicza obecność w naszym mieście przypomina sowiecki pomnik, niegdyś stojący przed Muzeum Etnograficznym, postawiony jako znak panowania tutaj ZSRR. Nikt jej nie zechce ruszyć, a zwłaszcza UMK (ileż dokumentów i pieczątek do zmiany, jakie to koszty). Każda zmiana adresu kosztuje. Co ważniejsze: ideologiczna ortodoksja, lokalne tradycje i sympatie (które PiSowska władza ma za nic), europejska historyczna, a i estetyczna przyzwoitość czy rachunek ekonomiczny?

A poza tym dziedzictwo lewicy jest już od dawna integralną częścią tradycji i polityki europejskiej. Notabene zawarte jest też w praktyce rządów PiSu (bez copywrite’u naturalnie, bo przyzwoitość w tej partii to zbędna fanaberia). Chyba najbardziej mierzi mnie zresztą w partii „dobrej zmiany” jej jełopowatość.

                                                                                                                               Roman Spandowski

Kontakt

Siedziba biura regionalnego:
ul. Sobieskiego 35
87-100 Toruń
Dyżur Zarządu w  czwartki od 17.00 do 19.00

Telefony:

od 12.00 – 18.00
+48 793 491 647 (Toruń, Inowrocław, Grudziądz).
+48 798 714 589 (Włocławek)
+48 570 655 757 (Bydgoszcz)
e-mail: zarzad@kodkp.info
Redakcja: media@kodkp.info