Publicystyka

Państwa a Kościół

                     o. Wacłąw Oszajca                                                          o. Paweł Gurzyński

 

Roman Spandowski 18.04

Wybierałem się na debatę z księżmi Oszajcą i Gużyńskim wręcz z entuzjazmem – zarówno by usłyszeć coś głębszego z ust szanowanych przez siebie (niestety, to wyjątki) duchownych, jak i wypowiedzieć się z troską na tematy zawarte w tytule debaty. Z powodów od siebie niezależnych musiałem zrejterować, zaledwie odsłuchawszy kilku głosów jezuity i dominikanina. Zanim mogłem zgłosić chęć dyskusji, dostałem wiadomość o konieczności opuszczenia Dworu Artusa. Zatem niniejszym przedstawiam swoje uwagi co do tylko tego, czego wysłuchałem.


ad vocem ojca Oszajcy:
Kilkakrotnie użył on frazy „dla nas chrześcijan” itp. Idąc do Artusa, spodziewałem się dyskursu uniwersalnego. W końcu różne są religie, również w Polsce. A i można nie wyznawać żadnej. Sformułowania Oszajcy sugerowały, że ma to być spór w rodzinie. A jeżeli ktoś się nie czuje zupełnie  członkiem tej rodziny? Jak np. ja? Odczuwam to jako wykluczenie. A poza tym chyba największym nieszczęściem nowożytnej Polski jest syndrom Polak-katolik.
i dalej, co się z tym wiąże:
Na przełomie XIX i XX w. w kraju jak Polska tradycyjnie katolickim i również jak Polska rozbitym między klerykalizmem i antyklerykalizmem – chodzi mi o Francję, która przeżyła zarówno rewolucję wraz jakobinizmem, jak i duszną i oportunistyczną restaurację, a potem powtórkę z historii z brutalnie antykościelną komuną paryską (a  i tu widzę dokładną analogię z obecną Polską) – a więc w tejże Francji w ostatnim ćwierćwieczu XIX w. kołom klerykalnym (niestety zwłaszcza pod sztandarem jezuitów) wydawało się, że są w stanie jako jedyni uprawnieni  decydować, jaki ma być kształt ojczyzny. Pamiętacie sprawę Dreyfusa? Jedna z najhaniebniejszych odsłon relacji państwo – Kościół w dziejach nowożytnych. A czym się to skończyło? Okazało się, że społeczeństwo francuskie wcale nie jest tak miłośnie związane z matką – Kościołem i przywitało niesłychanie restrykcyjne w 1905 r. ustawy separujące państwo od Kościoła bez protestów. A i sam Kościół katolicki się jakoś z tym rychło pogodził. Tak dalece, że kiedy w 1940 r. marszałek Petain – szef niesławnej pamięci państwa Vichy – reanimował przeddreyfusowską Francję jako antynowoczesną i antysemicką ubikację III Rzeszy, francuski Kościół stanął na wysokości prawdziwie chrześcijańskiego zadania i chronił prześladowanych Żydów.
Czy tamte ustawy ustalające status Kościoła z dala od państwa były zatem antykościelne? A może wręcz przeciwnie? Jeżeli tak – to jakie wysnuć stąd wnioski? Ale to już w następnym punkcie.
3) Każdego, kto czyta Nowy Testament, uderzy na pewno jego pozapaństwowość, pozaetniczność (pamiętacie słowa Pawła z Tarsu – nie ma Greka ani Żyda?) i pozapolityczność. I nie trzeba się nawet odwoływać do przypowieści o groszu czynszowym. Oraz to, co w XX w. nazwano nonviolence. Pamiętacie o nadstawianiu drugiego policzka? Przecież to właśnie była przepiękna pacyfistyczna kwintesencja tej nowej rewolucyjnej religii (nie, nie! – to nie lewacka przesada!), czyli chrześcijaństwa. Co się z nim potem stało, że teraz służy ono  – przynajmniej u nas – jako ideologia kręgów nacjonalistycznych i rasistowskich? Czy to przypadkiem nie były tak wychwalane edykty cesarzy Galeriusza i Konstantyna, które uczyniły tę piękną religię elementem polityki państwa? Najpierw Rzymu, a potem wszystkich następnych? I czy ten grzech da się w ogóle zmazać?
4)  I jeszcze raz ad vocem ojca Oszajcy:
A jeżeli ktoś u nas miałby zacząć wyprostowywać te pokrętne relacje (co zresztą na Zachodzie dawno się stało faktem), to kto to powinien zainicjować? Czy –  jak twierdzi w/w, powołując się zresztą na Herberta z tegoż tezą o dobrym smaku – ktoś z kręgów Kościoła? To znaczy, że tylko tam można się spodziewać dobrego smaku?
I znowu się czuję wykluczony.      
                                                                                                                Roman Spandowski

                                                                                  Ad vocem

Ja też jako ad vocem,  a niejako  polemika, (bo już otrzymałem od Romana kolejny artykuł z wezwaniem do polemiki) małe sprostowanie do ostatniego punktu jego refleksji. Ojciec Oszajca w swej wypowiedzi o konieczności reform w Kościele nie sugerował , że to ludzie z kręgów Kościoła - duchowni - powinni to zrobić a wprost przeciwnie  mówił o świeckich członkach Kościoła. I tu ani Roman (ani ja) nie ma prawa czuć się wykluczony, bo to jednak wewnętrzna sprawa Kościoła a nie ludzi spoza. W kontekście relacji Państwo - Kościół ani w wypowiedziach ojca Oszajcy ani ojca Gurzyńskiego (trudno mi się do tego tytułu przyzwyczaić, bo znam go z dawnych czasów jako fajnego młodego, oryginalnego chłopaka noszącego z oddaniem bibułę w stanie wojennym) nie sugerowali moim zdaniem, że to ludzie Kościoła powinni te relacje prostować. A sprawa herbertowskiego smaku miała zupełnie inny kontekst i odnosiła się do imperatywu sprzeciwiania się obecnej władzy i na pewno nie była obraźliwa dla nas. Roman musiał wyjść w trakcie spotkania i nie do końca zakonotował sens i kontekst wszystkich wypowiedzi.
                                                                     Ryszard Musielak 24.04

Kontakt

Siedziba biura regionalnego:
ul. Sobieskiego 35
87-100 Toruń
Dyżur Zarządu w  czwartki od 17.00 do 19.00

Telefony:

od 12.00 – 18.00
+48 793 491 647 (Toruń, Inowrocław, Grudziądz).
+48 798 714 589 (Włocławek)
+48 570 655 757 (Bydgoszcz)
e-mail: zarzad@kodkp.info
Redakcja: media@kodkp.info