Publicystyka

Rzecz o studentach prawa

Krzysztof Listowski, 21.03.2018

Poszedłem dzisiaj na spotkanie edukacyjne dla potencjalnych wolontariuszy polskiej filii Court Watch (międzynarodowa organizacja pozarządowa zajmująca się głównie tzw. obywatelskim monitoringiem sądów) na UMK, odbywające się, co oczywiste, na Wydziale Prawa i Administracji. Poinformowali o tym mailowo wszystkich studentów uniwersytetu, więc mowy być nie może o słabej promocji.

Na początku prowadząca pyta, czy jest wśród nas ktoś spoza tego wydziału (osób na sali ok. 50). Powoli podnoszę rękę i rozglądam się – istotnie, jestem jedyny…

– O, a co Pan studiuje? – dopytuje prowadząca.

– Politologię… – mówię nieśmiało.

Przez salę idzie pomruk pogardy, w których słyszę zbiorową myśl: „Nie dość, że chłopak studiuje kierunek dla frajerów, to jeszcze przyszedł tym swoim szkaradzieństwem zabrudzić nasz śliczny Wydział, hańba!”. Prowadząca, chyba widząc moją niepewność, na duchu mnie podnosi: „Pan się nie martwi, ja też nie z prawa, socjologię kończyłam.”, co spotyka się z pomrukiem podobnym, choć nieco cichszym i mniej pogardliwym, a bardziej zniechęconym. Tymczasem przystępujemy do szkolenia właściwego.

– Kto z Państwa mi powie, co jest do poprawy w polskim sądownictwie?

Chwila niezręcznej ciszy. Naprawdę, możemy publicznie jej to powiedzieć, nikt nas nie skrzyczy? Tamę przełamuje jakże wysublimowane i chyba w zamyśle wyszeptane do kolegi, acz słyszalne w całym audytorium: „Hehe, wszystko, hehe…!”. No i ruszyło… „Przewlekłość!”, „Nepotyzm!”, „Niejawność!”, „Niesprawiedliwość!”, „Hermetyczność!”, itd.

– Świetnie. A kto z Państwa kiedyś był w sądzie?

Jak skończony frajer (wszak student politologii) delikatnie podnoszę rękę. No bo czym ja się mogę w tym zakresie pochwalić? Jedna rozprawa przed Najwyższym, dwie przed wojewódzkim administracyjnym, kilka drobnych papierków w sekretariatach okręgowych i rejonowych? No przecież to jest nic, nie mam chyba prawa przy takiej ekipie podnosić ręki – nie dość, że studenci prawa, to jeszcze najbardziej zaangażowani z najaktywniejszych, ci, którym się chciało do Court Watch wybrać, a wśród nich taki zwykły ja… Ale widząc zdziwiony wzrok magister socjologii powoli omiatam salę spojrzeniem. I widzę. Ręce, jeszcze wolniej ode mnie, podnoszą 3 (słownie: trzy) osoby. Reszta tych, których wizualizuję sobie jako „najwyższą elitę” milczy i patrzy z miną: „Ale, że czemu; a komu to potrzebne…?”.

– No tak… I właśnie tym zajmuje się nasza organizacja. Żeby te opinie były Państwa własnymi opiniami, opiniami z pierwszej ręki, a nie czymś zasłyszanym gdzieś.

Myślę sobie, że może byli zbyt zajęci rozmyślaniem nad teoretycznymi aspektami prawa i po prostu nie mieli okazji w sądzie być. Ale przychodzą tu, żeby ten stan rzeczy zmienić, to chwalebne! Pełen nowej nadziei na siłę prawniczego obycia przyszłych prawników czekam więc na dalszy rozwój wypadków. Ale dalej już lepiej nie było…

– Bo to jest tak, że obywatele często mają poczucie niesprawiedliwości w sądzie. Na czym Państwa zdaniem polega sprawiedliwość?

Ja się dziś nie mieszam, ja chcę się dać zauroczyć. Patrzę po ludziach z nadzieją. Kto z Was, prawnicy in spe, zachwyci mnie dziś swoim przemyśleniem? Nie, to nie może być prawda! A jednak… Cała sala patrzy z miną: „Naszym czym…?!”. Ewidentnie, ci ludzie nie zadali sobie nigdy wcześniej tego pytania. Są zdziwieni, że ktoś chce od nich refleksji w zakresie tego, czym jest sprawiedliwość. Po dłuższej chwili chłopak, który skupił na sobie najwięcej spojrzeń (Prymus? Starosta? Najstarszy na roku? Powtarza semestr? A może po prostu mu najmądrzej z oczu patrzyło?) duka: „No… Bo to zależy… Bo różni mają różnie…”. I tu wymiękł. Ale starał się. Przynajmniej podjął walkę.

Możemy Państwu wystawiać zaświadczenie o wykonanych u nas obserwacjach, to przydać się może np. do CV, gdyby ktoś z Państwa starał się o niektóre rodzaje pracy Ktoś ma zamiar zostać sędzią? A prokuratorem…? Adwokatem może…? No, to nie wiem, ale odbycie wolontariatu może interesować dowolnego innego pracodawcę…

Z czego wyniknęło to zwątpienie prowadzącej? Otóż do żadnego z tych pytań nie zgłosił się nikt. Nie wytrzymałem z ciekawości i odwróciłem się do człowieka za mną.

– To po co Państwo tu poszli…?

– Chyba logiczne, praktyki zawodowe nam zaliczą!

– No tak, że do fundacji, to ma sens. Ale ja pytam o studia.

– Bo to jest fejm, ziomuś, a nie te jakieś tam Twoje poli-kulti!
(„Kolego, z powodu prestiżu kierunku, którego politologia nie posiada!” – przyp. tłum.)

No tak, o tym nie pomyślałem. Wybrał prawo, bo może dzięki temu mówić: „Studiuję prawo.”, co zwiększa mu status społeczny. A ja, głupi idealista, w dodatku z politologii, miałem nadzieję, że chodzi o zainteresowania naukowe…

Zadałem jako jedyny kilka pytań dotyczących omawianych kwestii, czym utwierdziłem się w przekonaniu, że pani socjolog i student politologii są jedynymi osobami na sali zainteresowanymi prawem, a potem, wypełniwszy jeszcze deklarację współpracy, odszedłem, przepełniony pesymizmem. Edukujmy prawnie zwykłych mieszkańców w małych miejscowościach? Najpierw musimy prawnie wyedukować studentów prawa w dużych miastach…

Studenci prawa, do Was apeluję. Na UMK przyjmuje się Was rocznie ok. 600, a to nie jest w żadnym razie największy ośrodek prawniczy w kraju. Mnie jako członka KOD „Studiuję prawo.” już nie zachwyci. Natomiast, to Wam obiecuję solennie, wciąż imponować mi będzie szczerze przed samym sobą i rozmówcą składana deklaracja: „Studiuję prawo, a przy tym prawo mnie obchodzi.”, do czego Was serdecznie zachęcam, życząc przy tym w przyszłej karierze sukcesów.

Kontakt

Siedziba biura regionalnego:
ul. Sobieskiego 35
87-100 Toruń
Dyżur Zarządu w  czwartki od 17.00 do 19.00

Telefony:

od 12.00 – 18.00
+48 793 491 647 (Toruń, Inowrocław, Grudziądz).
+48 798 714 589 (Włocławek)
+48 570 655 757 (Bydgoszcz)
e-mail: zarzad@kodkp.info
Redakcja: media@kodkp.info