Publicystyka

Indeks pojęć bałamutnych. Tolerancja

Autor Roman Spandowski 20.02.2018r

Zawsze kiedy trwa polemika ideologiczna – choć i najzażartsza – u jej podstaw leży nieporozumienie co do podstawowych pojęć. Wiemy, że przyszłość jest słabo przewidywalna,  nawet dla ludzi  wysoce uczonych, ale spróbujmy choć trochę uprzedzić mało elegancką rzeczywistość i owe pojęcia zawczasu doprecyzować. Złudzeń nie mam co do adwersarzy, ale co do swoich towarzyszy – może się to na coś przyda. Chciałbym się tu zająć określeniami wobec nas używanymi przez naszych ideowych przeciwników - w ich mniemaniu jako wyczerpujące recenzje, a według mnie jako chaotyczne i intelektualnie bałamutne obelgi czerpane z tandetnie rozumianej historii.

 

Zacznę od pryncypiów w dyskursie aksjologicznym, czyli od terminów podstawowych. A więc: TOLERANCJA. Według słowników to wymuszona akceptacja postaw, z którymi się fundamentalnie nie utożsamiamy, najchętniej byśmy je zwalczali, ale taka a nie inna społeczna rzeczywistość każe nam, byśmy się jakoś z nimi pogodzili – choćby głęboko wbrew sobie. W moim dzieciństwie tak się zwracano ku rudowłosym, zezowatym, okularnikom, a już  szczególnie mańkutom. Z czasem nastąpiło otrzeźwienie, tj. zrozumienie, że są to właściwości od nikogo i niczego niezależne, a poza tym nikomu nieszkodzące. Trochę dłużej co prawda trwało to z leworęcznością (ile dzieci padło tego ofiarą!), ale dzięki Bogu (czyżby?) to też już nie problem. Inne  temu podobne odmienności albo fizycznie nie istniały, albo owszem istniały – ale szczelnie ukryte – np. religijne, etniczne, rasowe czy seksualne. Polska po II wojnie światowej stała się (zresztą po raz pierwszy od wielu set lat swojej historii) w kwestii religijno-etnicznej krajem praktycznie homogenicznym. Odmienna orientacja seksualna zaś była nadal nie do strawienia właściwie dla nikogo. Do dzisiaj spływa nań jad sroższy niż na Żydów i kolorowych razem wziętych.  

Żydów praktycznie u nas nie ma. Ale dlaczego ich już nie mamy, nie zaprząta to już naszej uwagi. Choć powinno. Poza tym antysemityzm bez Żydów to już zupełny surrealizm. Ale antysemitom są oni niezbędni, by w ogóle mogli (oczywiście ci antysemici) tu funkcjonować. Stąd ich ambiwalencja w ocenie nazizmu – z jednej strony Hitler miał zasługi, bo Żydów zlikwidowano, z drugiej wyrzuty, bo pozbawiono biednych żydofobów ulubionej zabawki. Zawszeć jednak można wyłuskać Żydów honoris causa spośród  aktualnych przeciwników politycznych. Oraz opluć państwo Izrael.

Teoretycznie mamy w Polsce różne wyznania, ale tak naprawdę liczy się tylko jedno – rzymskokatolickie – z przeogromnym wpływem tegoż Kościoła na całokształt naszego życia społecznego. Choć reszta Europy ma to już dawno za sobą. Czy w naszym kraju naprawdę było oświecenie? Nawet jego najgłówniejsze osiągnięcie – Konstytucja 3 Maja –  zostało w naszej tradycji doszczętnie sklerykalizowane, a haniebnie anachroniczna targowica – pramatka endeków i innych narodowych idiotów – stała się obelgą z lubością rzucaną w nas, odwołujących się do zachodnioeuropejskiego oświeceniowego racjonalizmu. 

To, co od prawie trzech dziesięcioleci z wielką satysfakcją przeżywamy – czyli modernizację i europeizację naszej ojczyzny – witajmy nie jako odpłatę za historyczne krzywdy (a faktycznie konsekwencję błędów i zaniechań naszych przodków), tylko jako kolejny akces do ponadnarodowej Europy – po kolejnej zawinionej albo nie –  dezercji z niej.  Bo przecież przynależność do Europy nie była nam dana raz na zawsze z definicji po Mieszkowej decyzji przyjęcia chrześcijaństwa. Ale owszem została dana – przez starszych Europejczyków. W naszym przypadku – głównie Niemców. Ale później wymagała i nadal wymaga naszego udziału. Musimy się pogodzić z tym, że nasz udział w europejskości był dotąd na ogół odtwórczy. Współcześnie mamy (mieliśmy?) szansę usadowić się w awangardzie – jak nigdy do tej pory. „Dobra zmiana” wolała się jednak odwołać do siedemnastowiecznego i antyzachodniego sarmatyzmu oraz do równie idiotycznego i egzotycznego dla współczesności romantycznego mesjanizmu i Polski jako kulturowego wierzyciela Europy (pamiętacie kwestię widelca w wykonaniu niedawnego wiceministra obrony Kownackiego?)

To i owo z nowoczesnej Europy mimo wszystko przyjęliśmy – raczej bez oficjalnego entuzjazmu.  Z akceptacją leworęczności stało się to stosunkowo łatwo, ale z resztą już zdecydowanie nie tak. Łyknęliśmy co prawda w XIX w. niemiecką gwiazdkową choinkę, podobnie jak wcześniej bigos, flaki, ziemniaki i kotlet schabowy (też od Niemców) – czyli dziś samą syntezę polskości (ale obecny halloween nadal jest be), teraz zaś lud polski pokochał  niedzielne parareligijne wizyty w hipermarketach (może wkrótce na stacjach benzynowych), a młódź się bez przeszkód walentynkuje, ale pryncypia demokracji pozostają dla nas wciąż wraże jako godzące w samo sedno naszej narodowej kultury.

Reasumując – jeżeli coś mogę teraz w Polsce z głębokim abszmakiem  tolerować, to tylko degrengoladę intelektualną i moralną „dobrej zmiany”, bo choć doszła do władzy legalnie demokratycznym wyborem większości mojego narodu, to ja jej do bólu nie akceptuję. Natomiast reszta opluwanych przez ową „dobrą zmianę” obyczajowych odmienności to dla mnie elementy fascynującej mozaiki, jaką chciałbym, by była kultura polska. I jaką była w najlepszych wiekach swojej historii. 

Kontakt

Siedziba biura regionalnego:
ul. Sobieskiego 35
87-100 Toruń
Dyżur Zarządu w  czwartki od 17.00 do 19.00

Telefony:

od 12.00 – 18.00
+48 793 491 647 (Toruń, Inowrocław, Grudziądz).
+48 798 714 589 (Włocławek)
+48 570 655 757 (Bydgoszcz)
e-mail: zarzad@kodkp.info
Redakcja: media@kodkp.info