Co robić?

KOD musi być anty- Pisem

Ryszard Siuda 17.02.2018

Od pewnego czasu w publicystyce pobrzmiewa ton krytykujący występowanie u opozycji postawy określanej mianem „anty-PiS”. Ta krytyka nasiliła się jeszcze po raporcie Macieja Gduli i wsp. (Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta, Krytyka Polityczna), który uwiarygodnia pogląd, iż poparcie dla PiS deklaruje także elektorat, po którym nikt by się tego nie spodziewał. Zgłaszano zastrzeżenia do prawomocności takich wniosków, wyciąganych na podstawie tego raportu (por. choćby krytyczną recenzję prof. Markowskiego,

GW,10.02.2018), jednak wyniki sondaży pokazują trwałe wysokie poparcie dla PiS. Sam nie mam ani przekonujących danych, ani innych kompetencji, by formułować ogólne stwierdzenia na temat „stanu ducha” suwerena, oprócz własnych wycinkowych obserwacji i związanych z nimi intuicji. Przyjmuję jednak, że PiS ma takie poparcie, jakie mu się przypisuje. Przy tym założeniu pytanie, czy opozycja demokratyczna powinna przyjmować postawę anty-PiS wciąż istnieje. Moją odpowiedź zawiera tytuł, a oto dlaczego tak uważam.

                                 

Dla ścisłości: sądzę, że odpowiedź na to pytanie zależy od tego, jaki typ opozycyjnych podmiotów mamy na myśli. W przypadku partii politycznych program, zredukowany do krytyki rządzących, może nie wystarczać by przekonać do siebie wyborców. Partia polityczna ma prawo krytykować, ale ma też obowiązek przedstawić alternatywne w stosunku do konkurencji sposoby rozwiązywanie istniejących problemów ekonomicznych, demograficznych i wszelkich innych. W tym celu odwołuje się do uzasadnień, które uznaje za podstawowe w ramach ogólnej orientacji politycznej (np. liberalnej, lewicowej, konserwatywnej, itp.). Inaczej rzecz się ma w przypadku stowarzyszeń, które powstały jako odpowiedź na naruszanie konstytucyjnych gwarancji ogółu obywateli, lub niektórych grup. Do tej kategorii należy Komitet Obrony Demokracji. Przecież sama nazwa stowarzyszenia zobowiązuje do przeciwstawiania się rujnowaniu w Polsce zarówno instytucji demokratycznego państwa prawnego, jak też praw i swobód obywatela. Tutaj nie ma wątpliwości, że konieczne jest przeciwstawianie się PiS, a inne, długofalowe projekty, zapisane w statucie, bądź marzące się KOD-erom, należy odłożyć na lepsze czasy. Najpierw musimy gasić niszczący cały kraj pożar. Czas na odbudowę przyjdzie potem. 

Co nam funduje PiS

PiS-owska praktyka destrukcji zawiera zarówno składowe związane z permanentnym przestępstwem łamania Konstytucji RP, jak i skierowane przeciwko interesom Polski i Polaków działania, podejmowane w ramach uprawnień przyznawanych w demokracji zwycięzcy wyborów, no i jeszcze: propagandowe kłamstwa. Przypomnijmy dla porządku kilka tylko faktów z trzech wymienionych kategorii działań, łącznie dających obraz totalnej destrukcji.

Przestępstwa formalne. Do przestępstw zalicza się wszystko, co jest złamaniem prawa, w szczególności postanowień  Konstytucji. Zaliczamy do nich zarówno dokonania, jak i usiłowania takich dokonań (którym tylko masowe protesty społeczne zapobiegły, pewnie chwilowo).  Mamy zatem np.  postanowienie art. 8.1. (Konstytucja jest najwyższym prawem RP), art. 47. (Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego (…), oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.), art. 53.1. (Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.), art. 74. i 86. nakładające na władze i obywateli obowiązek troski o środowisko, art.83. (Każdy ma obowiązek przestrzegania prawa RP.), art. 173. (Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz). Tylko w tych kilku przywołanych kwestiach widać permanentne naruszenia praworządności, dokonywane przez wszystkich reprezentantów PiS, z prezydentem na czele.

Działania legalne, lecz szkodliwe. Władza ma prawo dokonywać reform, bo na tym m.in. polega sprawowanie władzy. Jednakże sposób rządzenia podlega społecznej ocenie. Ulubionym słowem PiS-u jest „reforma”. Obok „reformy” sądownictwa, będącej zamachem na niezależność sądów powszechnych i Trybunału Konstytucyjnego, mamy „reformę” edukacji, polegającą na likwidacji gimnazjów, oraz wprowadzaniu programów nauczania mających na celu instalowanie w młodych umysłach prostych haseł hurrapatriotycznych, zamiast uczenia mądrej refleksji nad dziejami narodu.

Uprawnienie rządu do prowadzenia polityki obronnej nie oznacza zgody na usuwanie ze struktur dowodzenia najbardziej doświadczonych i najlepiej przez sojuszników ocenianych dowódców, ani na podejmowanie nieprzemyślanych decyzji, źle służących modernizowaniu wyposażenia wojska.

Polityka zagraniczna rządu ma obowiązek zapewniać uczestniczenie Polski w strukturach politycznych, dających rękojmię optymalnego rozwoju ekonomicznego, kulturowego i społecznego. Poza sporem jest konieczność współpracy Polski w obrębie Unii Europejskiej, a także w ramach innych struktur międzynarodowych, w tym w NATO. Osłabianie tej współpracy musi przynieść skutki, w postaci obniżenia możliwości wpływania na możliwie najkorzystniejsze dla Polski postanowienia podejmowane w międzynarodowych strukturach. 

Kłamstwa. Ważnym składnikiem stosunku PiS-u do Polski i Polaków jest obecność kłamstwa w przekazach, które PiS kieruje  do  wyborców. To wskutek uporczywego powielania, czasem przez lata, kłamliwych twierdzeń, zdołano mniej wyrobionym obywatelom zaszczepić przekonanie o prawdzie nieprawdy. Przypomnijmy przynajmniej niektóre matactwa.

Jednym z kłamstw fundamentalnych jest rozpowszechnianie bredni o zamachu w Smoleńsku. W Polsce działa PKBWL, organ skupiający fachowców badających przyczyny wypadków lotniczych. PKBWL ustaliła, że bezpośrednią przyczyną rozbicia się tupolewa było wykonanie przez pilotów manewru, który w tamtych warunkach był niedopuszczalny. Skoro tak, i jeśli założyć, że młodzi piloci tupolewa nie byli samobójcami, to pojawia się pytanie: dlaczego to zrobili? To też wiadomo, ale żeby to pytanie i odpowiedź na nie ukryć, wzniecono awanturę mającą na celu przerzucenie odpowiedzialności na sprawców rzekomego zamachu, do których - jak sugerowano nie zawsze wprost, za to przejrzyście – należy Tusk. Powstała oburzająca obrzędowość bredni, kultywowana od lat co miesiąc, nie bez udziału Kościoła (od pochówku na Wawelu począwszy).

Kolejne kłamstwo wykreowano w celu złamania art. 173. Konstytucji RP, który jednoznacznie stwierdza odrębność Trybunałów i Sądów, co oznacza, że są one niezależne od innych władz. Poglądy niekompetentnej opinii publicznej w tej kwestii są bez znaczenia - decyduje Konstytucja. I czyni to jednoznacznie. To, że sądy działają niejednokrotnie w sposób pozostawiający wiele do życzenia (a takie przypadki nagłaśniano), znaczy tylko tyle, że istnieje potrzeba usprawnienia działania sądownictwa, czego akurat „reforma” nie czyni. Istotą owej „reformy” jest natomiast podporządkowanie sądów władzy wykonawczej i ustawodawczej, czyli parlamentarnej (partyjnej) większości. Wykorzystując cynicznie, zbliżoną do zerowej, wiedzę przeciętnego obywatela na temat trójpodziału władzy – ukuto deprecjonujący termin „sędziokracja”, by wmówić obywatelom konieczność kontroli sądów. Otóż właśnie Konstytucja narzuca „sędziokrację” jako stan, w którym rządzi prawo, a spory rozstrzygają niezawiśli sędziowie. I tak ma być.

I jeszcze ostatni przykład kłamstwa, tym razem polegającego na utożsamianiu rządów PiS z Polską. To przecież nie to samo! Gdy instytucje i urzędnicy UE (Parlament, Komisja Wenecka) formułują zastrzeżenia wobec praworządności, dotyczą one tego, co po 2015 roku w Polsce wprowadza rząd PiS (np. likwidacja niezależności Trybunału Konstytucyjnego). Jeśli polscy europarlamentarzyści takie fakty w UE zgłaszają, to nie „donoszą” na Polskę, tylko szukają sprzymierzeńców do obrony Polski przed bezprawiem. Takie działania zasługują na szacunek, wdzięczność i wsparcie.

*

Wymienione powyżej zarzuty nie wyczerpują listy wykroczeń PiS-u przeciwko bieżącym i przyszłym potrzebom Polski i jej obywateli. Przytoczono je tylko po to, by pokazać choćby wyrywkowo, ile zła już uczyniono. Nie unikniemy jednak pytania: Dlaczego? Dlaczego tak bezspornie szkodliwe działanie ma miejsce? Odpowiem po swojemu, z góry uprzedzając, że są to spekulacje. A moim usprawiedliwieniem niech będzie  przekonanie, że spekulacje, które choć w części tłumaczą fakty, a fakty im nie przeczą, zasługują na uwagę. 

Dlaczego?

Jest jedna cecha, która wydaje się wspólna dla PiS-u (jego funkcjonariuszy)  i wyznawców. Jest nią frustracja. To przykre uczucie pojawia się u każdego, kto ma przekonanie, iż zasługuje na coś więcej. Nieważne ile dóbr (materialnych, a także niematerialnych jak zaszczyty, czy prestiżu) posiada. Ważne jest, że ma przekonanie, iż  należy mu się więcej. Każdy, kto ten niedosyt trawiący frustrata uzna za usprawiedliwiony, zyska jego przychylność. Jeśli przyjrzeć się osobowościom tyranów, znanych z nie tak bardzo odległych dziejów, to oprócz charakteropatii odnajdziemy w ich biografiach także etap frustracji. Ten stan bywa paliwem stymulującym działania, a w okresach osobistych niepowodzeń – podtrzymuje na duchu. Wypisz wymaluj, pasuje to do wodza PiS-u, bo to nie jest partia, w której działają demokratyczne  mechanizmy wyłaniania lidera. To jest struktura, która ma swojego niezastępowalnego wodza. Wódz decyduje o wszystkim co ważne, jest jedynym autonomicznym czynnikiem. Jeśli chce - słucha doradców. Ale to jego kaprys lub dobra wola. W takim układzie cechy osobowości wodza rzutują na podejmowane decyzje polityczne. Także jego fobie czy obsesje, przekładane są na działania całej struktury i wszystkich jej funkcjonariuszy. W gruncie rzeczy jest tak, że PiS ma swojego właściciela, a ponieważ PiS ma Polskę, to naszym właścicielem jest Kaczyński. To stwierdzenie, które uważam za fakt, jest jedyną treścią i radością życia właściciela nas wszystkich. On o tym wie, co czasem bywa widoczne. Ale to jeszcze nie wszystko o co mu chodzi, bo są przecież jakieś brykające byty społeczne, które niezupełnie się sprawują jak należy. Spacyfikowanie ich to tylko kwestia czasu. Bo wodzowi władza służy po to, by móc sobie zapewnić jej jeszcze więcej, a jeszcze więcej jest po to, by było jej…itd. Tak, to jest chore, ale to jest znane z odległych i nieodległych lat i z różnych miejsc w świecie.

Wódz, dopóki jeszcze nie ma władzy absolutnej, potrzebuje poparcia. Jak je znaleźć? Wiadomo! Wykorzystać frustratów. A jak nie ma ich wystarczająco wielu, to trzeba ich stworzyć. Namnożyć tych, którzy mają za mało, bo ich oszukano; tych, których nie doceniono, tych, których zlekceważono. Zawsze znajdzie się założycielski legion drugorzędnych polityków o pierwszorzędnych ambicjach, niedocenionych artystów, profesorów o ambicjach wykraczających znacznie powyżej osiągnięć. Ten legion pójdzie za wodzem do ziemi obiecanej, służąc mu i czerpiąc satysfakcję z ogłupiania sfrustrowanych szarych obywateli, wmawiając im wszystko, co pragną słyszeć i obiecując wszystko, co należy. To jest nienowe, posłuchajcie Miłosza:

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,
(…).

To, czym możemy się pocieszyć, to fakt, że w warunkach w których szczęśliwie się znajdujemy, nikt zapewne nie przypłaci życiem obsesji charakteropaty, roszczącego sobie prawo do bycia właścicielem nas wszystkich. Ale czas tracimy i płacimy jakością życia.Tak społecznego jak i indywidualnego.

Co dalej?

Konieczne jest realistyczne podsumowanie status quo zarówno w samym KOD-zie, jak i w otoczeniu społecznym i politycznym, by na tej podstawie odpowiedzieć na powyższe pytanie, unikając zarówno nieuzasadnionego optymizmu, jak i nadmiernego pesymizmu. Dostrzec fakty i je zaakceptować, nawet te niepożądane. Chyba, że uznamy iż można je zmienić i że temu podołamy.

Czego nie robić? KOD powinien porzucić formułowany od czasu do czasu pomysł budowania porozumienia ponadpartyjnego przeciwko PiS. To pomysł nierealny, bo zakładający istnienie w partiach prominentnych działaczy, którzy korzyść własną poświęcą dla interesu publicznego. Zdecydowana większość ludzi przystępuje do partii nie po to, by poprawiać rzeczywistość, tylko po to, by w tej rzeczywistości lepiej się urządzić. (Nawiasem mówiąc  -  Kaczyński i jego PiS są najlepszym tego przykładem.) Liderzy i establishment najdłużej istniejących partii mają świadomość, że ustąpienie miejsca młodszym, niezgranym, a już rozpoznawalnym kolegom, zwiększyłoby poparcie dla partii. Jednak koszt, jaki osobiście by ponieśli, jest dla nich nieakceptowalny. Jeśli kiedyś jednak się porozumieją, to na pewno nie dzięki KOD-owi, więc nie traćmy energii na próżny trud.  Jednak to stwierdzenie niełatwo chyba zaakceptują nasi lokalni działacze, którzy nie zauważyli, że nimb wczesnego KOD-u już się rozpłynął.

Co robić? KOD powinien, zamiast oglądać się na partie, inicjować szerokie porozumienie stowarzyszeń/ugrupowań/ruchów zrzeszających środowiska nieaspirujące do sprawowania władzy, a istniejące po to, by władze kontrolować, wymagać od nich przestrzeganie prawa, oraz zabiegające o przysługujące im prawa. KOD i sprzymierzeńcy mogą do podejmowanych działań zapraszać także partie polityczne ale wszystkie akceptujące demokrację, a nie tylko niektóre. Pozostaje jeszcze określić formy działań KOD-u i sprzymierzeńców. Inne, niż dotąd praktykowane sposoby aktywności trudno zaproponować, natomiast warto poczynić uwagi w dwóch sprawach: języka i treści.

Język. Analiza wszystkiego, co w kraju obserwujemy po ’15 roku jest na pewno wskazana, a pole do popisu znajdą tu przedstawiciele licznych dyscyplin, takich jak np. politologia, filozofia polityki, historia, socjologia, psychologia społeczna i inne. Każda z tych dyscyplin dysponuje własnym aparatem pojęciowym i narzędziami/metodami badawczymi. Trzeba być specjalistą, by takie analizy rozumieć. Dla przeciętnego obywatela, nawet inteligenta jest to materia hermetyczna. Nie takim językiem powinien posługiwać się KOD, i to zarówno w próbach opisu rzeczywistości, jak i w zachęcaniu do działania. Nasz język nie powinien być też językiem inteligenckiej, kulturalnej dyskusji. Ma być pozbawiony agresji, chamstwa, jednak nazywać rzeczy po imieniu. Więc np. nie „mijanie się z prawdą”, tylko „kłamstwo”, nie „manipulacja”, tylko „oszustwo”, itd. Pamiętajmy, że przeciwnik się nie patyczkuje, więc nie ma powodu do galanterii, bo toczy się nie szermierka na argumenty, tylko ma miejsce burda wywołana przez awanturnika, pełna kłamstw, oszczerstw i podłości.  

Treści. Nasz przekaz do obywateli powinien być czytelny i przemyślany, by trafnie punktować niegodziwości. Może być ironiczny; prześmiewczo i karykaturalnie godzić we wszystkie pisowskie bóstwa i bożki. Może uderzać także personalne. Ale powinniśmy też odkłamywać fałszerstwa ich propagandy, z uporem powtarzać prawdę przeciwko kłamstwu. Jednym z przykładów takich łgarstw jest sprawa sądów i sędziów – to powinno być stale obecne na banerach. Podobnie relacje z UE, czy chwalebna postawa niektórych europosłów – nie zostawiajmy ich samych, nasze wsparcie może zachęcić innych. I jeszcze coś, mianowicie koalicja PiS-u z Kościołem. Jeśli udajemy, jak dotąd, że tego nie widzimy, to tracimy częściowo na wiarygodności, bo obywatele to widzą. Polityczne zaangażowanie medialnego imperium Rydzyka, Paulinów na Jasnej Górze,  błogosławiących wszystko, co zatruwa życie publiczne Polski, wypowiedzi licznych hierarchów i księży – to są fakty. KOD dla jednej strony tej koalicji jest drugim sortem, dla drugiej  - targowicą. Ks. Adam Boniecki, o. Ludwik Wiśniewki, bp Tadeusz Pieronek i inni ludzie Kościoła, owszem, są, ale to niezauważalny, niesłyszalny margines. Trąbią, i to głośno, ci wcześniej wymienieni. Ta część hierarchii i kleru, która w tym uczestniczy powinna wiedzieć, że obywatele to widzą. Żeby było jasne: nie napisałem ani słowa o religii, piszę tylko o politycznym zaangażowaniu Kościoła po stronie szkodzącej Polsce, po stronie podłej zmiany.

No to gdzie jesteśmy?

Obniżenie nastrojów w szeregach KOD-u, oraz widoczny spadek zainteresowania jego działaniami, są zjawiskiem nieuchronnym, poniekąd będącym skutkiem przekonania, iż działania były/są daremne. W tej diagnozie jest część prawdy, ale nie jest tak, że niczego nie osiągnięto. Sam fakt istnienia stowarzyszenia zrzeszającego kilka tysięcy obywateli, obejmującego prawie cały obszar kraju, jest sukcesem. Liczne w przeszłości wielotysięczne protesty, oraz wciąż podejmowane akcje, pokazują obywatelom myślącym jak my, że nie są oni sami. Zagranicy, w tym instytucjom UE,  nasze manifestacje i protesty pokazują, że rządzący PiS nie reprezentuje wszystkich Polaków, co daje tym instytucjom nie tylko prawną podstawę do podejmowania nacisków na przestrzeganie praworządności.

KOD ma także możliwość aktywizacji obywateli wokół inicjatyw w rodzaju wystosowywania listów czy  apeli w kwestiach obrony osób i instytucji. Kaczyński jest mistrzem w rozpoznawaniu słabości ludzi i ich wykorzystywaniu, więc można oczekiwać nasilenia aktów zastraszania niesubordynowanych obywateli. Oni zaś powinni mieć wsparcie ze strony KOD-u. 

Nie wszyscy  przeciwnicy PiS-u zdecydują się na jakieś formy protestów, większość pewnie uda się na wewnętrzną emigrację. Także oni powinni móc zobaczyć, że KOD istnieje, że wbrew propagandzie uparcie pokazuje, że białe jest białe. Nie jest łatwo uznać, że „karnawał” protestów minął, a nadszedł czas żmudnej i mało efektownej, ale niezbędnej wytrwałości. Bo piętnowanie kłamstwa i podłości jest potrzebne.   

Ryszard Siuda, KOD, Bydgoszcz

Kontakt

Siedziba biura regionalnego:
ul. Sobieskiego 35
87-100 Toruń
Dyżur Zarządu w  czwartki od 17.00 do 19.00

Telefony:

od 12.00 – 18.00
+48 793 491 647 (Toruń, Inowrocław, Grudziądz).
+48 798 714 589 (Włocławek)
+48 570 655 757 (Bydgoszcz)
e-mail: zarzad@kodkp.info
Redakcja: media@kodkp.info