“Był sobie las”

Autor: Krystyna Kuta

Był sobie las. Rozciągał się pomiędzy wioskami Wrzosy i Lisi Ogon a drogą prowadząca z Torunia na północ. Jako, że przyszło mu wyrosnąć na wydmach przeważały sosny – wielodniowe, z rozwichrzonymi koronami, ale nie brakowało też brzóz, olch i solidnych dębów. Przy końcu XIX w po wybudowaniu fortów V i VI las zaczął służyć wojskom – kolejno pruskim. Polskim, niemieckim i najdłużej radzieckim, stąd potoczna nazwa Jar (jednostka armii radzieckiej). Powstał tam, raczej powstawał przez kolejne dziesięciolecia, unikalny system schronów, magazynów i umocnień dobrze ukryty wśród krzewów i drzew.

25 lat temu przecięto podwójny rząd zasieków z drutu kolczastego. Zdjęto tablice „Wojenna zona – wejście zabronione” zastępując je większymi – „Teren gminy Toruń – wstęp wzbroniony- możliwość występowania materiałów wybuchowych”., które jednak niewielu już odstraszały. Przed nami odkryło się leśne miasteczko z szachownicą brukowanych dróg, przy których zamiast budynków wzniosły się kopce i obwałowania porośnięte gęsto młodymi sosnami i olchą. Pomiędzy alejkami odkrywaliśmy wiele osobliwości, takich jak strzelnice, świeże ślady po torach kolejowych, stanowiska artyleryjskie, szczeliny przeciwlotnicze, zalane wodą wejścia do podziemnych korytarzy czy złamany betonowy żuraw. Wędrowaliśmy zbierając przy okazji grzyby, chrust a byli i tacy, co i złom, szukając stawu, o którym słyszeliśmy od sołdatów. Długo nie mogliśmy go znaleźć, aż pewnego ciepłego wieczora koncertujące żaby przywołały nas do swego królestwa. Można było tam nawet popływać i odpocząć potem na piaszczystej plaży, zamiast jechać na zatłoczone i hałaśliwe miejskie baseny. Zimą staw zmieniał się w lodowisko, a dwa pobliskie spore pagórki – pokryte ziemia hangary przyciągały saneczkarzy. Po odejściu wojska przybyło też dzikich zwierząt- saren, zajęcy, nietoperzy, ptactwa wodnego, w stawie namnożyły się karaski, które przetrwały nawet najsroższe mrozy oraz dramatyczne obniżenie stanu wody w latach 2008-09 spowodowane nadmierną eksploatacją ujęcia wody Wrzosy II.
Z biegiem lat znikał bruk z alejek, przybywało dzikich wysypisk, pojawiali się kłusownicy i równie szkodliwi w swej bezmyślności quadowcy rozjeżdżający plaże i staw. Jednak nawet tak zubożony i zaśmiecony teren zachował swój mikroklimat.
Planowa zagłada JAR-u rozpoczęła się z końcem 2011 roku, wówczas rozebrano stary wojskowy obiekt w pobliżu ul. Ugory, służący jako magazyn rekwizytów naszego teatru i wycięto cała roślinność pomiędzy dwiema równoległymi alejkami prowadzącymi z północy na południe. Zniszczono też znajdujące się tam betonowe lądowisko dla helikopterów. W roku następnym rozpoczęto budowę bloków, nie naruszając jednak obszaru zalesionego. Pierwszy duży, kilkuhektarowy kawał lasu wycięto marcu 2013r. Obowiązywał wówczas surowy zakaz usuwania drzew nawet z prywatnych działek, zadziałała jednak stara zasada,„kto więcej ukradnie- nie wisi”. W roku 2015 znikł wysokopienny drzewostan między hangarami a stawem, nie oszczędzono nawet potężnego dębu rosnącego tuż przy granicy wycinki. Pod koniec zimy 2016 roku wycięto doszczętnie młodnik wzdłuż nowopowstałej ul. Fortecznej. Spowodowało to chaotyczną ucieczkę zimujących tam jeży, wiele z nich zginęło pobliskich drogach. Dokonała tego firma Neuca. W kwietniu i maju rozebrano obydwa hangary. Niedługo potem w prasie ukazała się informacja o przeznaczeniu 30 ha lasu oraz okolic stawu na park miejski. Zanim jednak odbyły się społeczne konsultacje na temat jego urządzenia (1.XII), pojawili się tam pilarze i buldożery firmy Lembud. Po drugiej stronie głównej drogi spustoszeń dokonuje Instalbud, a w pobliżu stawu buduje się kościół św. Andrzeja, który zalesioną działkę dostał otrzymał od władz miasta za 1% wartości. Bieżący rok zaczął się od wycięcia dalszych kilku hektarów lasu na północy, w miejscu gdzie główna droga zakręca w stronę ul. Grudziądzkiej. Sporo wyciętych sosen miało średnicę pnia ponad pół metra. Inwestor – Murapol.
Ostatnie masowe wyręby lasów na cele osadnictwa na tych terenach miały miejsce w XIV-XV wieku, można, więc powiedzieć, ze osiągnęliśmy jesień średniowiecza, zapewne dlatego VIP-y tamtej epoki patronują tutejszym ulicom. Zastanawiający jest fakt, dlaczego nie bacząc na koszty wycinki, karczowania i niwelacji terenu uparto się by bloki i zakłady przemysłowe ulokować akurat tam, skoro w mieście znajda się jeszcze tereny gdzie można budować bez wyrządzania szkody środowisku np. wzdłuż ulicy Polnej i Równinnej, na wschodnich krańcach miasta (Abisynia) oraz na lewobrzeżu. Kiedy w 2014 roku dwaj młodzi dziennikarze przychodzili rozmawiać na ten temat z władzami miasta doradzano im, żeby znaleźli sobie inny problem, jeżeli nie chcą mieć kłopotów. Być może jest to szczególny przypadek patriotyzmu – zatrzeć ślady po „ruskich”- albo wręcz przeciwnie- fascynacja ich dokonaniami w latach 40-tych i 50-tych, kiedy to pioniersko zmieniano bieg rzek i usiłowano uprawiać pustynie.
Aktualne osiągnięcia tutejszych „pionierów” to cierpienie leśnych zwierząt (także chronionych gatunków) i ludzi, dla których JAR był żywą wytwórnią tlenu, a Ci, którzy je niszczą ponoszą odpowiedzialność za smog i jego skutki.
Lekceważy się również bezpieczeństwo mieszkańców. Wycofujące się armie zakopywały niewykorzystaną amunicję i inne bliżej nieznane środki bojowe. Nikt nie zna ich rozmieszczenia tych składowisk, zakopane są głęboko, ale w miarę osadzania się piaszczystych gruntów pod ciężkimi budynkami rośnie ryzyko zapoznania się z nimi. Ponadto stawianie budynków wśród suchego lasu zwiększa ryzyko pożarów. Straż interweniowała na Jarze dość często, dotychczas jednak paliło się tylko poszycie, natomiast ewentualne ognisko ognia z wysoko usytuowanego balkonu może spowodować pożar koron drzew, które mogą się przeistoczyć w buzre ogniowe.
Cala nadzieja u św. Andrzeja, że uchroni swoich podopiecznych przed tak drastycznymi zdarzeniami, ale nawet on nie pomoże alergikom, którzy zdecydują się zamieszkać wśród pylących traw i drzew.
Natura ma to do siebie, ze przed ludzką zachłannością nie umie się obronić, ale często potrafi się zemścić…
P.S.
W załączonym tekście brak jakiekolwiek wzmianki, że wszystkie te inwestycje powstają w miejscach, gdzie jeszcze rok lub dwa lata temu rósł las, taki jak widoczny na zdjęciu. Jedynie firma Altom nie ma nic wspólnego z tym bestialstwem, powstała w 1990 roku, a ostatnio rozbudowała się wyłącznie na nieużytkach. W przygotowaniu następny akt dramatu, na tyłach wznoszonego przez Instalbud bloku „Arkadia” ponumerowano ponad 200 zdrowych sosen. Swoja drogą ciekawe, co dzieje się z pozyskanym drewnem?