Oczekiwanie…

Autor: Danuta Stępkowska

Wielu z nas ma różne oczekiwania, pragnienia dotyczące naszego KOD-owskiego ruchu. Wielu ma ambicje, jednak niekoniecznie te osobiste i personalne.
Wielu jednak stoi z boku i…. czeka lub odsuwa się na bok, ….o tym pisałam już w maju

Wielu czeka (wszak dokonały się wszystkie formalne i mniej formalne wybory, posunięcia, decyzje, które podobno są nam tak bardzo potrzebne, by zachować status quo) na apel do działania, do współpracy, do jedności w jednej słusznej sprawie – obrony naszej praworządności lub ładnie brzmiącej – demokracji – co ładnie i obrazowo ujął pan Patryk: Demokracja jest jak plac zabaw, każdy się bawi swoimi zabawkami, ale zasady są wspólne dla wszystkich.

Czy jednak wolno mi mieć te oczekiwania?

Czy mogę spodziewać się zgodnego związku nas wszystkich, jak związku fajnej rodziny (nie mylić z rodziną Al Capone)? Wiem, powiedzą mi niektórzy, że z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu, ale jednak wszyscy lub przynajmniej wielu z nas zabiega o dobro, wspólne więzi i zgodę z i w rodzinie, bo jak mądrzy zapewne powiedzą, rodziny się nie wybiera, ona jest taka, jaką sobie stworzymy. Nawet, jeśli są w niej różne zdania, opinie i postrzegania rzeczywistości, bierzemy pod uwagę, że bycie samemu w rodzinie wcale nie jest fajne.

Zatem, co robimy?

Kłócimy się, przekonujemy, wręcz okazujemy sobie nienawiść. To taka nasza polska przywara, luka, niedoskonałość, mankament, ujemna cecha, słabość, ułomność, dziwactwo i co tam jeszcze… Na stronach, które miały służyć do komunikacji i przekazywania sobie ważnych wiadomości, zamieszczania ważnych apeli, protokołów, sprawozdań, uchwał, czytamy o jakości prywatnych „wycieczek” do wielu z nas, czytamy i wnioskujemy, że są lepsi i gorsi, są naiwniacy i realiści, są ci, wydający polecenia i ci, którzy mają je wykonywać. Czy spodziewaliśmy się, że to właśnie sobie zrobimy?

W procesie wychowawczym znana jest metoda – „Niech się wypłacze…”, czyli „crying down”. Metoda ta – choć popularna i skuteczna – jest jednak bardzo kontrowersyjna. Współcześni psychologowie podkreślają, że jedyne, czego się trenowane w ten sposób niemowlę (My mamy zaledwie 1,5 roczku), to nieufność wobec rodziców (ZG) i pewność , że nie zareagują oni na jego płacz. Dziecko (członkowie) nie uczy się uspokojenia ani kontrolowania emocji, lecz przeciwnie: od niemowlęctwa ćwiczy tłumienie ich i ukrywanie.

A zatem…, „płaczemy” niesłyszani lub słyszani lecz nie usłyszeni, bo nie ma potrzeby zadziałania na „płacz”. Prościej zatrudnić lub zaangażować kogoś, kto to zrobi za nas, kto potrafi użyć mocnych słów i po kłopocie. Tymczasem ja, i podejrzewam wielu z nas oczekuje obiecanej transparentności, zarządzania, szacunku dla nasz wszystkich, nie tylko dla tych, z którymi po drodze. Wybory miały nam to wszystko zagwarantować. Sami sobie przecież owych wyborów dokonaliśmy. To nic, że prężnie działające regiony nie zyskali naszej akceptacji i uznania, widać inne czynniki były tu ważniejsze.

Tymczasem słyszę i czytam, że inaczej myślący są – „be”, posty niewygodne, bo wstawiane przez inaczej niż my myślących. Tak sobie skaczemy do oczu lub na niektórych stronach spijamy z dzióbków, że zupełnie zapomnieliśmy, że to My wszyscy mamy wpływ na poprawę lub pogorszenie sytuacji w naszym ruchu. Możemy oczywiście zawsze zwołać kolejne Walne Zgromadzenie, wybrać kolejny Zarząd Główny i budować sobie kolejne struktury, regułki i rozporządzenia… Tylko czy pamiętamy jeszcze, po co tak naprawdę ten ruch powołaliśmy i po co w nim pragniemy uczestniczyć? A podobno wszystko to robimy dla obrony demokracji. Czy demokracja jest w Komitecie Obrony Demokracji? To pytanie pozostawię otwarte….