10 czerwca w Warszawie

autor: Ryszard Mosiołek

10 czerwca w Warszawie, czyli mój subiektywny punkt widzenia.

Tego dnia w Warszawie spotkało się w jednym miejscu (w okolicach Placu Zamkowego i Krakowskiego Przedmieścia), i jednym czasie (godziny 19.00-22.00), prawie 10 tysięcy ludzi. To nie jest pomyłka w obliczeniach, to cel był różny. Kilkuset biorących udział w tzw. miesięcznicy smoleńskiej, kilka tysięcy zabezpieczających to wydarzenie, w tym 4-5 tysięcy Policjantów, około 1,5 tys. osób protestujących bądź solidaryzujących się z Obywatelami RP i Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet i kilkaset osób oglądających mecz w telewizorach bądź na telebimach. „Rdzennych” mieszkańców tych okolic nie liczę.

 

 

foto: Agata Kubis

 

Ale od początku.
10 maja po obejrzeniu i wysłuchaniu relacji z kontr miesięcznicy coś się zmieniło. Ze sceptycyzmu przeszedłem do będę tam. Pojechaliśmy z Torunia we czwórkę, wspierać Strajk Kobiet pod Pałacem. Dwie Danusie, Tadeusz i ja. Pojechaliśmy wiedząc co może nas spotkać. Tak nam się zdawało. Warszawa przywitała nas korkami i duuużą ilością Policji. Był mecz i my byliśmy, potrzeba uzasadniała więc ilość. Pierwszy widok po opuszczeniu samochodu to przygotowujący się do akcji Policjanci. Oj będzie się działo, myślę i mówię. Czym bliżej epicentrum tym było ich więcej. Byli „za każdym rogiem”, odcinali „drogi odejścia”. I starsi i młodsi, głównie młodsi, z prawie całej Polski. Kto w tym czasie dbał o nasze bezpieczeństwo na ulicach i chodnikach polskich miast i wiosek?

Na Plac Zamkowym przywitały nas żółte kamizelki. Niespodzianka, bo to … służby porządkowe PIS, grodzące teren. Dużo ich, dużo ich do pieczenia chleba. Spotykamy „znajome twarze” i ustalamy, dokąd pójść. Doszliśmy, jest 18.45. Znowu znajome twarze, a jeśli nawet nieznajome to tak jakby cel wspólny. Z każdej strony Policja i pieszo i „na samochodach”, i te wszechogarniające liny i taśmy. Ciąg dalszy grodzenia trasy. Stajemy pośrodku ulicy, w kordonie ludzkich ciał i umysłów stojących w jednym celu, i tak zostajemy. Z czasem okazało się, że trafiliśmy na epicentrum. Przypadkowi bohaterowie? Nie ma przypadków, a bohaterem się nie czuję. Ot zwykły człowiek, który stanął w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie z odpowiednimi ludźmi. Tłum gęstnieje, a szczególnie tłum Policji i „obserwatorów”. Z jednego szeregu stojącego pośrodku ulicy przeradzamy się w dwa. Jest i Paweł Kasprzak, a „po chwili” i Władek Frasyniuk. Przepraszam Panie Władysławie za poufałość. „Tłum” już wie, że jest Pan Władysław. Było to słychać, pewnie nawet przed Pałacem Namiestnikowskim. Tylko gdzie namiestnik? Na nartach, latem? Przywitałem się z Krzysztofem Łozińskim, był. Chwała mu. „Urodziliśmy” trzeci szereg. I jest już nas trzystu, tak jak Spartan. Zbieg okoliczności? Nie sądzę. Paweł mówi, że „Tu ich zatrzymamy”. Mówił prawie jak Król Leonidas, nie mówił jednak nic o walce i przemocy, a o pokoju i spokoju w zachowaniu. Bądź jak Mahatma Ghandi, Nelson Mandela i Dalajlama w jednym, mówił. Będziemy! A naszym orężem były białe róże. Byli i Obywatele RP i KOD i TAMA i TARCZA i „Dziewuchy” i ODnowa i … Byli tam po prostu ludzie, których połączył cel, a nie „plakietka na mundurku”. I było sporo młodych ludzi. Minuty upływają, tłum z każdej strony gęstnieje. Rozdają ulotki z namiarami na pomoc prawną w razie gdyby, no wiecie. Aha, myślę, będzie się działo, czyli mogą się przydać. Policjanci przeformowują szyki. Nadciąga sprzęt ciężki. Pokazują co mają i sugerują że nie zawahają się go użyć. Ot, taka demonstracja siły. A jaki sprzęt mieli w dyspozycji, oj mieli. Włącznie z wozami do walki radioelektronicznej i emitowania dźwięków, szkodliwych dla ludzkiego ucha. Nas pośrodku trzystu bezbronnych, a ich trzy tysiące uzbrojonych po zęby. Równe szanse, znaczy się. Tyle, że to nie bitwa. Ufff. Do końca miałem nadzieję, że „religijna” demonstracja, ta legalna, bo my byliśmy tam na nielegalu (wiemy o tym), przejdzie bokiem, tak jak burza. Ja naiwny. Paweł instruuje (Paweł jest mistrz, naprawdę), my pobieramy przyspieszone lekcje co nas czeka. Mówił, że jak nas wyniosą i spiszą, to spotkamy się w innym miejscu, w którym będziemy kontynuować nasz protest. Stało się jednak inaczej. Policja zmieniła trochę nasz scenariusz, wprowadzając autorskie poprawki. Osobiście prezesa, czy może Mariusza B.? Wkraczają policyjni negocjatorzy, coś tam rozmawiają z ludźmi. Nie słyszę jednak, cisi byli albo ja nie słuchałem. Czas przyspiesza. Nagle „wjeżdżają” Policjanci z linami i dzielą nas na trzy grupy. Odcinają środek, nas odcinają. Nie zdążyliśmy usiąść. Wkraczają Policjanci z tubami i krzyczą, żeby opuścić teren, bo nasze zgromadzenie jest nielegalne i stoi na drodze legalnego. To ostatni czas, żeby wstać i wyjść. Nie oceniaj „widzu zza klawiatury” tych co wstali, bo nie byłeś tam, nie widziałeś i nie czułeś tego co my. Każdy ma swoją historię w sercu. Bądźmy ostrożni w osądach, wszelakich. Bo ona siedziała, a on stał. Bo on wyszedł, a ona została. Bo oni przyjechali, a tamci nie. No właśnie, że nie. Ty jesteś Ty, a ja jestem ja. Każdy ma swój czas i swoje miejsce.
I stało się. Zaczęli wynosić i przenosić nas. Nie porównuj też proszę Policji z 10 czerwca do ZOMO. Inny czas i inne zachowania. Wiem, że nie było „cukierkowo”, i wiem też, że „gdzie drwa rąbią tam wióry lecą”. Tadeusza wynieśli, teraz przychodzą po mnie. A tego gdzie niesiemy? Słyszę. Przenieśli mnie tam, gdzie innych czterdziestu. Zapędzili nas w „odosobnienie”, a otaczał nas kordon Policji, ponad stu ich było. Policjant objaśnia w jakiej sytuacji i po co tu jesteśmy. Mówi, że będą wypisywać mandaty, i że możemy odmówić. Czyżby na 500+ zbierali? Zapomniał tylko dodać, że czynności legitymowania, które powinny zostać zrealizowane jak najszybciej, trwały będą dwie godziny. Policjanci mieli wówczas strajk włoski? Po kilkunastu minutach słyszę śpiew. To przechodzi z wielkim hałasem „jakaś grupa”. Flagi „Klubów Gazety Polskiej”, flagi religijne, a nawet flaga Solidarności mi mignęła. A my bezsilni patrzyliśmy, jak przechodzą i odchodzą. Taką taktykę zastosowała Policja. Oj nieładnie! Chociaż może i dobrze, bo oszczędzono mi scen, kiedy to uczestniczący w miesięcznicy, w jednej ręce dzierżąc różaniec, drugą pokazywali kontr manifestantom środkowy palec. Zaczynają się legitymowania, wreszcie. Trwa to i trwa. Okazało się, że podzieli nas na dwie grupy. W tej drugiej był Pan Władysław. Komuś się chce bardzo pić, pozwalają podać. Jednak z zewnątrz nikt do nas wejść nie może. To jesteśmy w końcu zatrzymani, czy nie? Ktoś omdlewa. Nie ma gdzie usiąść, chyba, że na betonie. Rozmawiać z tymi co na zewnątrz też nie można było. Czyżby ograniczono nasze prawa, wbrew naszej woli? Legitymowania trwają. Podobno mamy taki luksus, że ten który nas tu przyniósł, będzie nas legitymował. A ja to byłem chyba podrzucony, bo wyszedłem przedostatni. Na zewnątrz byli nasi przyjaciele w niedoli, i Danusie dwie, i Krystian, którego spotkaliśmy dopiero w Warszawie, i wielu innych ludzi. Skandują i śpiewają, dodając nam otuchy. Wielcy oni. A czas upływa. Legitymują mnie. Przyjmuje Pan mandat? Nie. W związku z tym kierujemy sprawę do sądu. OK. Proszę więc podpisać. Podpisuję oświadczenie. Rozumiem, że nie poda mi Pan swojej sytuacji materialnej i rodzinnej? Dobrze założył, odmawiam. I wychodzę w końcu. Są Danusie, jest Tadek i jest Krystian. Znowu razem. Idziemy na drugą stronę ulicy, tam gdzie jest p. Władysław. Czekamy, a w On wreszcie wychodzi. Jest aplauz. Jedna grupa poszła z Władkiem dalej, a my poszliśmy do samochodu, pozostawiając naklejone białe róże na samochodach policyjnych. Danusia naklejała.

foto: Katarzyna Pierzchała.

 

 

 

Wracaliśmy do domu dyskutując. A co by było, gdyby następna miesięcznica odbyła się bez kontry? A co by było, gdyby na kolejnej miesięcznicy w szpalerze pośrodku ulicy stanęło nas 5 tysięcy, a nie 300? A może jest jakieś rozwiązanie pośrodku? A gdzie była opozycja parlamentarna? A w co „gra” Kościół Katolicki? Mnóstwo pytań i wątpliwości. Nie znam odpowiedzi na większość z nich. Nie będę wróżył z fusów. Sytuacja jest dynamiczna, a ludzie czasami „nieobliczalni”. Prezes, znaczy się szeregowy poseł, też. A ja stawiam na Tolka Banana, ot taka luźna dygresja.
Straty – parasolka czarna, zgubiona podczas „przenoszenia” mnie z miejsca siedzenia w miejsce stania.
Zysk – doświadczenie i ludzie, na których można polegać.
Ocena na minus: Miesięcznica jako nawet nie wiem co, ale na pewno nie uczczenie pamięci tych, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej. W imię czego? W imię kultu, a może w celu zagłuszenia poczucia winy? Dalej – to uzależnienie działań ogólnie pojętych służb porządkowych od widzimisię rządzących. Niezależnie od opcji politycznej tak się dzieje. Policjant jest na służbie, w pracy, i okazuje się, że musi realizować polecenia sfrustrowanych, chorych z nienawiści politycznych przełożonych. Kolejny „zminusowany” to Kościoła Katolicki. To co zobaczyłem tam na miesięcznicy to upadek kościoła. Nie wiary, nie religii, a kościoła jako instytucji. KK, który mógłby być mediatorem w sprawie podzielonego narodu, staje się jego „grabarzem”. Swoim też. Pycha kroczy przed upadkiem. I na koniec to ci, którzy podobno mają być „solą tej ziemi”, czyli kibice. Tam, wtedy spotkałem ich wielu. Nierzadko pijanych i agresywnych. Ocena na plus – ludzie, ludzie i organizacja (nielegalnego) zgromadzenia przez Obywateli RP Ziemio polska, która wydałeś na świat wielu bohaterów, wielu wieszczów i wiele tęgich głów, czy naprawdę potrzebujesz by przetoczyła się przez Ciebie wojna? Jak to się stało, że dopuściliśmy do tak wielkiego podziału? No tak, metodą małych kroczków, przyzwoleniem społecznym i oddaniem pełni władzy w ręce polityków. A gdzie w tym wszystkim jest naród? Kiedy zauważy, że zmierza do demokratury? Czyżbyśmy naprawdę bata nad sobą potrzebowali, by żyć i funkcjonować w tym kraju?
Za Janem Pawłem II z dnia 02.06.1979 r. – „Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!” Może to już czas najwyższy?

A wracając do mojej historii. Mandatu nie przyjąłem. Nie zamierzam też płacić ani złotówki. Odrobię przy pracach społecznych albo pójdę siedzieć. Pieniądze wolę przeznaczyć na inny, bardziej szczytny cel. Niech się stanie.
I pamiętaj czytelniku, że wszystko co napisałem to mój subiektywny pogląd na sprawę. A fragmenty, które pominąłem, to pominąłem. Sobota była przedwczoraj. Tamto wydarzenie już za nami. Wyciągnąć wnioski i pójść naprzód trzeba.

foto: Agata Kubis