Sierpień – miesiąc Solidarności. Wywiad z Janem Wyrowińskim

Z Janem Wyrowińskim rozmawia Barbara Ebelt

B.E.: Panie Marszałku, 17 sierpnia minęło 36 lat od ogłoszenia postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Nie wszyscy mają świadomość, że zostały one włączone do programu UNESCO „Pamięć Świata”. Tym samym uznano je za jeden z najdonioślejszych dokumentów XX wieku. Rzeczywiście tak w tej chwili powinniśmy je oceniać?

J.W.: Tak. Im dalej od tego momentu, tym ranga tego, co się stało, rośnie. To był niepowtarzalny moment w historii, szczególnie Europy Środkowo-Wschodniej, ale nie tylko, bo i całego świata. Możemy w tej chwili bez żadnej przesady powiedzieć, że ni stąd ni zowąd (chociaż było i stąd, i zowąd) w sposób nadzwyczajny spora część Polaków – ośmielę się powiedzieć, że większość– nagle poczuła, że jest razem, że tworzy wspólnotę.
Moje pokolenie żyło w nieszczęśliwym ustroju, ale w szczęśliwym czasie, kiedy mogło doświadczyć tego, co taka wspólnota znaczy. I mimo że przez ostatnie 26 lat żeśmy się podzielili i każdy w sposób naturalny poszedł swoją drogą, to w każdym z nas, jak sądzę, ta solidarność jakoś tam została.
Ja jestem z pokolenia marca 68 w tym sensie, że moje dojrzałe życie społeczne i polityczne naznaczone zostało przez to przeżycie pokoleniowe. Urodziłem się bezpośrednio po wojnie, w 1947 r., w pierwszym pokoleniu, które nie zaznało grozy wojny, i traumą naszego pokolenia był ten marzec 68, potem grudzień 70. Sam studiowałem w tym czasie na politechnice w Gdańsku i to, co wówczas przeżyłem, odcisnęło się ogromnym piętnem na mojej świadomości. Na wiecu na Politechnice Gdańskiej w marcu 1968 r. po raz pierwszy ja i wielu moich kolegów poczuliśmy się razem, po prostu razem. „Prasa kłamie”, „demokracja” itd. – te słowa wtedy były na naszych ustach, w naszych działaniach, były takim podglebiem naszej nadziei na to, że być może będziemy żyli w wolnej Polsce. Kiedy już jako dorosły człowiek, żonaty, z dziećmi, doświadczyłem „Solidarności”, to niewątpliwie było to w jakimś sensie powtórzeniem tamtego poczucia wspólnoty.
Nikt z nas oczywiście wtedy, w 68 r., a już tym bardziej w grudniu 1970 r., który był dramatycznym przeżyciem, szczególnie w Gdańsku, nie przypuszczał, że stanie się to tak szybko. W perspektywie dziejowej, oczywiście, bo cóż to jest 25 lat w perspektywie 1050 lat historii Polski. Wydarzenia z sierpnia 80 r. do dziś są tematem kolejnych opracowań socjologicznych, ale przełomowych momentów historii nie da się tak do końca opisać. Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem – mimo dramatu grudnia 1981 roku, opresji stanu wojennego i tego wszystkiego, co mnie spotkało – że mogłem tego dotknąć, poczuć i przeżyć tę prawdziwą solidarność. Żałuję, że teraz jest jej tak mało wśród nas.
Bardzo się cieszę natomiast, że wielu moich wypróbowanych przyjaciół z „Solidarności”, w odpowiedzi na sytuację, która zaistniała po ostatnich wyborach i to wszystko, co się obecnie dzieje w polityce, mimo lat emeryckich znalazło się i działa w Komitecie Obrony Demokracji. Oczywiście przy zachowaniu wszystkich proporcji, bo nie żyjemy w systemie opresyjnym, żyjemy w systemie demokratycznym, ale jednak ta reakcja na próby wykorzystywania politycznej okazji do tego, żeby nieco ograniczyć opozycję, jest dla wielu moich kolegów całkowicie naturalna i z tego się cieszę.

B.E.: Myślę, że próby ograniczania wolności obywatelskich muszą być dla Państwa szczególnie bolesne, bo w końcu to Wy o te wolności walczyliście. W sierpniu 80 roku. Pan już mieszkał i działał w Toruniu. Jak to wyglądało z perspektywy, mimo wszystko, prowincji? 

J.W.: Toruń nie znajdował się w centrum działań, ale na tej krótkiej liście osób, których zwolnienia z aresztów i więzień domagali się strajkujący robotnicy (to był załącznik do porozumień sierpniowych), były – z tego, co pamiętam – aż trzy osoby z Torunia: Staszek Śmigiel, Wiesiek Cichoń i Marek Berak. To nie było byle jakie środowisko opozycyjne – może, niezbyt liczne, ale jednak działające, na pewno się wyróżniało, oczywiście w skali miast tej wielkości. Przed sierpniem 80 roku był bardzo prężny Klub Inteligencji Katolickiej…

B.E.: …w którym Pan działał…

J.W.: …tak. To była taka wyspa wolności, do której w sposób naturalny lgnęły osoby angażujące się we współpracę z KOR-em. Z okazji 40-lecia KOR-u chcemy zorganizować w listopadzie konferencję, żeby ten moment przypomnieć, bo on był moim zdaniem dość ważny w dziejach naszego miasta i na pewno tych kilkudziesięciu, czy kilkadziesięcioro (bo było tam bardzo dużo kobiet) działaczy wartych jest przypomnienia. Natomiast w 80 r. oczywiście reakcja na to, co się działo na Wybrzeżu, była spowolniona przez brak informacji. Naturalnym łącznikiem z Wybrzeżem był Towimor, ponieważ był przedsiębiorstwem w branży stoczniowej i miał w związku z tym najlepsze kontakty ze stoczniami (chociażby dzięki okablowaniu – nie było przecież telefonów komórkowych, były tylko telefaksy), więc to tam w naturalny sposób wybuchło pierwsze w Toruniu ognisko strajkowe. Potem się potoczyło dalej, także to wszystko, co się działo w całej Polsce, również działo się w Toruniu.
W ubiegłym roku z okazji 35-lecia podpisania porozumień sierpniowych, z pomocą władz wojewódzkich wydaliśmy album z fotografiami Leszka Różańskiego, który był m.in. etatowym pracownikiem „Wolnego Słowa” – organu regionu toruńskiego NSZZ „Solidarność”. Z prawdziwym wzruszeniem oglądaliśmy te zdjęcia, większość z nich po raz pierwszy została upubliczniona. To jest taka bardzo sympatyczna podróż w ten, jak niektórzy mówią, karnawał „Solidarności” w Toruniu, który tak jak w całej Polsce, trwał od sierpnia 80 do grudnia 81 roku.
Toruń był jeszcze o tyle wyjątkowy, że szefem regionu po Edwardzie Strzyżewskim został Antoni Stawikowski – inteligent, astronom ze stopniami naukowymi. To też miało swój wpływ na sposób działania lokalnej opozycji. To był dobry wybór, ponieważ jego przywództwo było niekwestionowane również w stanie wojennym. W Potulicach, gdzie byliśmy internowani, pod względem ilościowym dominowaliśmy nad Bydgoszczą, z czego czasem sobie żartowaliśmy ze świętej pamięci Rysiem Helakiem, docinając delikatnie kolegom, ale to była taka sympatyczna rywalizacja. Niemniej w tej społeczności za kratami przywództwo wybranego demokratycznie Antoniego Stawikowskiego było niepodważalne i również bydgoszczanie bez większego problemu się podporządkowali. To oczywiście była władza wynikająca wyłącznie z autorytetu i z siły osobowości. Nawet władze więzienne pertraktowały właśnie z nim. Także wybór solidarnościowego szefa dokonany w pełni demokratycznie doskonale się sprawdził. Widać to w albumie, o którym wspominałem, na zdjęciach z tych wyborów. To było doświadczenie całkowicie nieznane większości z nas – takie praktykowanie demokracji w sposób bardzo rygorystyczny. Myśmy pierwszy raz w czymś takim się uczestniczyli, więc to było celebrowane i na zdjęciach widać napięcie, jakie ludziom towarzyszyło. Po raz pierwszy mogliśmy wybierać w sposób wolny – to jest takie doświadczenie, którego się nie zapomina.
Próba stanu wojennego była niewątpliwie bardzo przykra i wymagała jednoznacznych deklaracji, w związku z tym z tej wielomilionowej masy członków pozostało kilkadziesiąt tysięcy osób, ale jednak to było kilkadziesiąt tysięcy, a nie kilkaset czy kilkadziesiąt, jak to było przed sierpniem 80 r. „Solidarność” udało się przenieść przez stan wojenny i dzięki temu mogliśmy potem demokratycznie wyłonić jej reprezentantów w wyborach 4 czerwca 1989 roku i rozpocząć dzieło, które wydawało się nie do zrealizowania jeszcze wtedy, kiedy „Solidarność” powstawała. Dzieło, które się ostatecznie przekształciło w Polskę wolną, demokratyczną, było spełnieniem marzeń pokolenia naszych rodziców, którzy nie spodziewali się, że za ich życia fatum, które ciążyło nad Polską, zostanie przezwyciężone.

B.E.: Bernard Guetta z „Le Monde” zachwycał się inteligencją zbiorową Polaków i twierdził, że Polacy jako naród wiedzieli, w którym miejscu leży granica żądań, do której trzeba dojść, ale której nie wolno przekroczyć. Szczerze mówiąc, kiedy pierwszy raz zostały upublicznione postulaty sierpniowe, było w nich tyle politycznych punktów, że nie wierzyłam w to, że władza te porozumienia podpisze. 

J.W.: Jednak jak się patrzy na te postulaty, to jednak tam dominowały sprawy społeczne. Najbardziej radykalnym postulatem była kwestia niezależności działania „Solidarności”. To de facto rozsadzało system, który opierał się na tezie, że to robotnicy poprzez swoją partię rządzą państwem. Generalnie partia miała być emanacją marzeń robotników, powtarzając za Heglem – uosabiał się w niej duch dziejów. W wydarzenia w Stoczni Gdańskiej i innych zakładach pokazały fałsz tego założenia. Komuniści mieli tego świadomość, ale jak teraz wiemy, skala protestu ich zaskoczyła.

B.E.: Strajkowało ponad 700 zakładów.

J.W.: Poza tym żądanie powołania niezależnych związków zawodowych było formułowane w sposób dosyć delikatny – to nie było stawianie sprawy na ostrzu noża. Również spryt Wałęsy miał swoje znaczenie – to wszystko sprawiło, że porozumienie ostatecznie podpisano.
Dzisiaj co prawda wiemy, że już w momencie podpisywania porozumień (a najpóźniej na przełomie września i października) władze podjęły działania, zmierzające do siłowego opanowania sytuacji. Pierwsze listy osób wyznaczonych do internowania w Toruniu były gotowe już na początku 1981 roku. Była na nich np. Janka Ochojska, ksiądz Wołoszyn (potem księża zostali usunięci z list). Powstawały kolejne wersje, coraz bardziej szczegółowo opracowane: na dokumentach chyba z marca są już imiona, nazwiska, przyczyny zatrzymania, dokładne adresy, miejsca pracy, także imiona i nazwiska funkcjonariuszy odpowiedzialnych za zatrzymanie, marki i numery rejestracyjne samochodów, które do tego zostaną użyte itd. Bardzo precyzyjnie przygotowany plan istniał już wiosną 81 roku. Także władza tylko czekała na okazję. Ale myślę, że skala, to było coś, co zaskoczyło władze – co do tego nikt nie ma w tej chwili wątpliwości.

B.E.: Realizacja postulatów politycznych była niewątpliwym sukcesem, natomiast nie da się tego powiedzieć o postulatach socjalnych i gospodarczych. Tak naprawdę gdyby dzisiaj przejrzeć listę, okazałoby się, że nadal, po 36 latach, walczymy o to samo. Robotnicy chcieli większej dostępności do przedszkoli i żłobków, skrócenia czasu oczekiwania na mieszkanie, trzyletniego płatnego urlopu macierzyńskiego, był postulat, żeby dodatek drożyźniany dla wszystkich pracowników zrównać ze świadczeniami, które dostawali przedstawiciele służb mundurowych.

J.W.: W tamtym czasie to były wszystko pobożne życzenia. System socjalistyczny był niewydolny ekonomicznie, za dużo pary szło w gwizdek, wszystko było źle zorganizowane i najlepszym świadectwem tego był gospodarczy upadek patrona państw bloku wschodniego, czyli Związku Radzieckiego. Myślę, że większość zorientowanych w ekonomii działaczy „Solidarności” zdawała sobie sprawę z tego, że niewiele da się wycisnąć z tego systemu i kiedy władza miała już nieskrępowane możliwości działania po wprowadzeniu stanu wojennego, te wszystkie próby reformowania systemu okazały się nieskuteczne. Pierwsza próba prawdziwego zreformowania gospodarki nastąpiła po wyborach w 89 roku. Ona być może szła za daleko, ale z drugiej strony, jak się porównuje polską drogę do gospodarki rynkowej do innych państw postkomunistycznych, to okazuje się, że nikt w zasadzie nie znalazł recepty na takie cudowne zrealizowanie postulatów z sierpnia 80 w sferze gospodarczej. Natomiast Polska bardzo szybko pokonała ten spadek produkcji i spadek tempa wzrostu dochodu narodowego spowodowany transformacją. Byliśmy w zasadzie jednym z pierwszych państw, które się z tym uporały. Musimy mieć świadomość tego, jaki był punkt startu –w obozie socjalistycznym nie byliśmy przecież w czołówce, tylko na dole, i w dalszym ciągu ta różnica w poziomie życia między Czechami czy Węgrami a Polską się utrzymuje, chociaż myślę, że się zmniejszyła. Możemy dyskutować, co można było zrobić inaczej, ale ponad wszelką wątpliwość, patrząc na nasz dochód narodowy, jesteśmy już 2,5 raza bogatsi od tamtego czasu. Oczywiście to bogactwo się nie rozkłada tak jak powinno, proporcjonalnie, i to boli. W Unisławiu zamknięcie cukrowni to był dramat dla tej całej społeczności. W Toruniu zamknięcie zakładu tej skali już by nie było tak odczuwalne. Możemy dywagować, czy była jakaś inna droga. Być może. Sądzę, że w tym całym naszym zapale reformatorsko-transformacyjnym jednak tej solidarności momentami brakowało. Myśmy nie potrafili dobrze zastosować w praktyce słów papieża: „jedni drugich brzemiona noście”. Ale to jest temat na dłuższą dyskusję. W żadnym kraju postkomunistycznym nie było niczego, co by ten kraj wyróżniało, w sensie chociażby szczypty solidarności – wszyscy odwzorowywali wolności w zakresie gospodarki i całą organizację życia społecznego, które sprawdziły się za żelazną kurtyną. Te rozwiązania były przedmiotem naszych marzeń, a niekiedy okazywało się, niestety, że za tym pięknym opakowaniem, za tym atrakcyjnym marketingiem niewiele się kryje.

B.E.: Wróćmy jednak do sierpnia 80 r. Jak sam Pan powiedział, władza zaczęła przygotowania do rozwiązań siłowych bezpośrednio po podpisaniu porozumień. Tak naprawdę nie jest chyba przesadą stwierdzenie, że wprowadzenie stanu wojennego było bezpośrednim skutkiem porozumień sierpniowych. I zapaść gospodarcza, która była tego następstwem. 

J.W.: W pewnym momencie to wszystko zmierzało do niedobrego końca. Ja pamiętam oczekiwanie na to, że ktoś zapuka do drzwi i trzeba będzie się pożegnać z rodziną. Ta atmosfera narastała, płynęła z zewnątrz też wskutek propagandy, która była bardzo mocna i w Związku Radzieckim, i w Czechosłowackiej Republice Socjalistycznej, i w Niemieckiej Republice Demokratycznej. Myślę, że władza specjalnie prowokowała sytuacje konfliktowe, żeby wśród zwykłych ludzi wzbudzać poczucie beznadziei, grozy, niepewności jutra, i stąd wzięła się w badaniach społecznych zaskakująco pozytywna ocena potrzeby wprowadzenia stanu wojennego. Pokojowy ruch „Solidarności” został stłumiony polskimi rękami – milicjanci, żołnierze itd. – to były setki, tysiące ludzi, którzy stanęli po drugiej stronie. Niektórzy działali rzeczywiście pod przymusem w zhierarchizowanych strukturach, tym niemniej pacyfikacji zakładów nie robili przecież Rosjanie, ani Niemcy, ani Czesi. Naszą pokojową i samoograniczającą się rewolucję, jak ją trafnie nazwała pani profesor Staniszkis, nie powiem, że zdławili, bo ona w końcu zwyciężyła, ale na pewno spróbowali w sposób drastyczny ograniczyć sami Polacy. Jaruzelski był Polakiem, dowódcą polskiego wojska.

B.E.: Natomiast ciągle trwają dyskusje, czy faktycznie musiał wprowadzić stan wojenny, żeby nie dopuścić do wejścia do Polski armii ZSRR, czy nie musiał tego robić.

J.W.: Nie musiał, moim zdaniem nie musiał. Oczywiście mógł postawić swoje żądania „Solidarności” – był taki moment krytyczny, kiedy odbywały się jego rozmowy z Wałęsą i Glempem. Ale jestem przekonany, że Jaruzelski mógł się Rosjanom postawić –zająłby w naszej historii znacznie bardziej fundamentalnie i zaszczytne miejsce, niż ma w tej chwili.

B.E.: Z pewnością, tylko nie wiadomo, jaki byłby finał w rzeczywistości.

J.W.: Tutaj już możemy tylko dywagować. Ale ja sądzę, że Jaruzelski był tak przerażony tym, co się dzieje, że nie wyczuł ducha dziejów.

B.E.: Czy – zakładając, że z postulatami ograniczonymi tylko do spraw socjalnych nie byłoby stanu wojennego –warto było walczyć o „Solidarność”?

J.W.: Teraz też dywagujemy

B.E.: Nie, ja pytam o Pana własną ocenę. 

J.W.: To się wydarzyło, więc w moim przekonaniu było nieuchronne – po prostu była w ludziach taka potrzeba. Trzeba się wczuć właśnie w to, co przeżyli, szczególnie w grudniu 70 roku, robotnicy na Wybrzeżu. Ja doskonale pamiętam tamten moment – to było drugiego czy trzeciego dnia strajku. Pojechałem kolejką na przystanek Gdańsk Stocznia, pierwszy przystanek za Gdańskiem Głównym. I to wstrząsające wrażenie, kiedy się widziało z jednej strony uzbrojonych po zęby Polaków, z drugiej otwierającą się bramę i wychodzących robotników, których po prostu ostrzelano. To doświadczenie było zakodowane i w Borusewiczu, i w Jurku Borowczaku, i u wszystkich, którzy w 80 r. dowodzili strajkiem. Ta samoograniczająca się forma walki wynikała również, szczególnie wśród inteligentów uczestniczących w porozumieniach, z pamięci o krwawym epizodzie naszej historii, jakim było powstanie warszawskie. To też miarkowało żądania – wszystko na siebie oddziaływało. Zbiorowa mądrość społeczeństwa, cokolwiek to znaczy, jakoś się skumulowała w tym momencie. Rzadko nam się to w historii zdarzało, ale tam się zdarzyło, dlatego to jest takie wielkie i z tego możemy być dumni. Potem różnie bywało, ale tym, że potrafiliśmy zrobić rewolucję w zasadzie bez ofiar (myślę o skali), osiągnąć po niespełna 10 latach cel, którego wcześniej nikt nawet nie odważył się sformułować, powinniśmy się szczycić. Niewątpliwie sprzyjała nam sytuacja geopolityczna. Związek Radziecki słabł wskutek zaangażowania w Afganistanie – w grudniu 79 rozpoczęła się interwencja, która straszliwie doświadczyła Rosjan. Oczywiście kapitalne znaczenie miał fakt, że Stolica Piotrowa była obsadzona przez naszego człowieka.

B.E.: Pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski bardzo skonsolidowała Polaków.

J.W.: Tak, oczywiście. Wszystko się skumulowało, to był taki szczęśliwy moment w naszej historii, którego nie możemy zapomnieć, o którym cały czas musimy pamiętać, również patrząc z perspektywy tego, co się teraz dzieje w naszej historii.

B.E.: A teraz akurat znowu wracamy do jednego z postulatów sierpniowych, żeby media publiczne podawały rzetelne, prawdziwe informacje.

J.W.: Przed grudniem 80 roku były takie hasła „prasa kłamie”, „telewizja kłamie”.

B.E.: Bo kłamała.

J.W.: W albumie, o którym wspominam, ta akcja jest świetnie sfotografowana. Ale obecnie jesteśmy mimo wszystko w szczęśliwej sytuacji, dlatego że – nawet zakładając, że partia rządząca ma nieograniczony wpływ na media publiczne – są prywatne media. One też oczywiście podlegają różnym ograniczeniom, ale jednak pluralizm w tym świecie medialnym istnieje. Poza tym jest Internet, w którym wszystko jest.

B.E.: Panie Marszałku, porozumienia sierpniowe, o ile się orientuję, wchodzą w zakres nauczania historii w szkole podstawowej. Myśli Pan, że można ten temat zostawić w formie uproszczonych odpowiedzi młodych ludzi na pytanie o 4 przyczyny i 4 skutki porozumień, czy jednak do tego wracać w bardziej praktycznej postaci?

J.W.: Nie da się. Oczywiście świat się zmienia w sposób rewolucyjny – dziś sami przeżywamy te wszystkie rewolucje, które mają miejsce. Chociaż KOD powstał jako próba wyjścia z doświadczeń KOR-u, bo to aktywny działacz KOR-u wpadł na ten pomysł…

B.E.: …Krzysztof Łoziński,

J.W.: Krzysztof Łoziński, tak – ale nigdy nie zdarza się w historii taka 100-procentowa powtórka. I wszystko, co się robi, musi uwzględniać rzeczywistość. Jedno, co się nie zmienia, to fakt, że zawsze trzeba wierzyć w ideały i starać się te ideały urzeczywistniać w życiu.

B.E.: Z tym chyba coraz trudniej.

J.W.:  Ale mimo wszystko trzeba próbować.

B.E.: Co KOD stara się robić. Dziękuję za rozmowę.

——————————–
• Jan Wyrowiński – ur. W 1947 r., działacz opozycyjny w czasach PRL, internowany w czasie stanu wojennego w Potulicach i Strzebielinku, po roku 1989 poseł na Sejm RP przez pięciu kadencji, senator przez 2 kadencje, wicemarszałek senatu, w 2011 r. odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności; więcej informacji na stronie Encyklopedii Solidarności: http://www.encysol.pl/wiki/Jan_Wyrowiński
• Antoni Stawikowski – od lata 1981 roku przewodniczący Zarządu Regionu NSZZ Solidarność w Toruniu; więcej informacji na stronie: http://www.encysol.pl/wiki/Antoni_Stawikowski
• Ks. Władysław Wołoszyn – więcej informacji na stronie: http://www.encysol.pl/wiki/Władysław_Wołoszyn
• Ryszard Helak – więcej informacji na stronie: http://www.encysol.pl/wiki/Ryszard_Kazimierz_Helak
• Edward Strzyżewski – pierwszy przewodniczący Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego
• Lech Różański – artykuł na temat albumu ze zdjęciami z pierwszych miesięcy istnienia toruńskiej „Solidarności”: http://nowosci.com.pl/343948,Miedzy-sierpniem-i-grudniem-czyli-rzecz-o-karnawale-i-wielkiej-solidarnosci-ludzi.html
• Stanisław Śmigiel – więcej informacji na stronie http://www.encysol.pl/wiki/Stanisław_Śmigiel
• Wiesław Cichoń – więcej informacji na stronie: http://www.encysol.pl/wiki/Wiesław_Cichoń
• Marek Berak – http://katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=BE&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=22325&osobaId=51421&
• zdjęcie tablic z postulatami sierpniowymi: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Strajk_sierpniowy_w_Stoczni_Gda%C5%84skiej_im._Lenina_11.jpg
• protokół porozumień sierpniowych: http://www.wszechnica.solidarnosc.org.pl/?page_id=2906
• http://www.polskieradio.pl/238/4669/Artykul/1479112,Tak-rodzila-sie-Solidarnosc